Co Cię nie zabije [1]

[w trakcie pisania]  

… to Cię wzmocni 

.       .

Dedykuję Panu Profesorowi Marianowi Malickiemu „Olafowi”       

w podziękowaniu za okazywaną mi latami życzliwość. . .

    

Historia medycyny czyli jak eliminowaliśmy słabsze osobniki własnego gatunku

    Przysięga Hipokratesa – piękna deklaracja mająca jednak niewiele wspólnego z prawdą. Podczas studiowania historii medycyny wielokrotnie zadziwiało mnie, że wbrew tej wzniosłej deklaracji, znakomita większość praktyk lekarskich szkodziła organizmowi człowieka. Zaskakująca konstatacja: medycy z zasady szkodzili zdrowiu ludzi i nierzadko zabijali swoich pacjentów. Pomijam na ile robili to w sposób całkiem świadomy, a nawet z rozmysłem, a w jakim stopniu byli przekonani, że przyczyniają się do wyzdrowienia pacjenta.

.

     Od połowy XIX wieku wiadomym jest, że przyczyną znakomitej większości chorób, w tym niemal wszystkich chorób zakaźnych, są mikroorganizmy. Ta wiedza przyszła wraz z odkryciami Pasteura. Sposoby leczenia, które stosowano wcześniej można w najlepszym wypadku nazwać błądzeniem w ciemności. Nie znając przyczyn powstawania chorób nie można było ich leczyć. Zatem, medycy nie leczyli chorych, bo zwyczajnie nie potrafili usunąć nieznanej im wówczas przyczyny choroby (nie mieli mikroskopów, nie wiedzieli o mikrobach). Tak zwana kuracja medyczna sprowadzała się w najlepszym przypadku do ulżenia w chorobie. Z zasady zażywanie przez pacjentów przepisywanych im przez lekarzy wymyślnych medykamentów prowadziło do szybszego postępu choroby i zejścia. Skąd lekarze czerpali wiedzę o lekach? Wymyślali receptury na podobnej zasadzie jak poeci piszą wiersze, a teologowie nabywają wiedzy o Bogu – receptury leków były mieszankami opinii autorytetów i własnej wyobraźni lekarza.

….   Medycyna, tak jak każda działalność człowieka związana z pozyskiwaniem wiedzy o otoczeniu, miała (i ma nadal) swoje „jedynie słuszne kierunki myślenia” oraz takie, które stanowiły (i nadal stanowią) tabu. Te pierwsze nazwane zostały przez Thomasa Kuhna (1922-1996) paradygmatami. Paradygmat raz ustanowiony powoduje, że uczeni (medycy) traktują go jako niepodważalną oczywistość. A ten kto sprzeciwia się paradygmatowi podlega środowiskowemu wykluczeniu i określany bywa mianem pseudonaukowca (pseudolekarza), nieuka, ignoranta, dyletanta, ciemniaka, abderyta, niedouka itp. W historii medycyny Zachodu można wyróżnić okresy obowiązywania trzech paradygmatów.

………….

Pierwszy paradygmat to teoria humoralna wymyślona przez Hipokratesa (460-370 p.n.e.) i utrwalona przez Galena (130-200 n.e.). Mówiła ona, że stan zdrowia pacjenta jest pochodną równowagi soków w jego organizmie. Soki wytwarzane są przez organy wewnętrzne. Soków w organizmie jest w sumie cztery: krew (saguis), zielona żółć (cholera), czarna żółć (melancolia) i śluz (phlegma). Powodem choroby jest nieprawidłowa cyrkulacja tych soków lub ich zanieczyszczenie. Zatem, żeby pacjenta wyleczyć należy harmonię tych soków przywrócić. Można tego było dokonać przez odprowadzenie nadmiaru któregoś z soków. W tym celu stosowano odprowadzanie dolne (lewatywy) i odprowadzanie górne (wymioty). Oczyszczaniu temu towarzyszyło z reguły podawanie środków przeczyszczających, moczopędnych, napotnych, przykładanie pijawek i szczególnie popularne upuszczanie krwi. Teoria humoralna obowiązywała w medycynie przez ponad dwa tysiące lat, do mniej więcej połowy XIX wieku.

Wraz z publikacjami odkryć chemika Ludwika Pasteura (1857-1868) mamy do czynienia z powstaniem drugiego paradygmatu: choroby powodowane są przez drobnoustroje. Odtąd wszystkie choroby zwalczano przez: najpierw wyszukanie drobnoustrojów, które je powodują, a potem ich zabicie. Stąd zresztą, ogromna popularność antybiotyków, czyli medykamentów, których przeznaczeniem było zabijanie wybranych organizmów.

.

    Co jednak można powiedzieć o skuteczności lekarzy, którzy w swojej praktyce przez ponad dwa tysiące lat stosowali całkowicie błędną i nieskuteczną terapię opartą na teorii humoralnej, tudzież innych teoriach związanych z obserwacjami gwiazd lub wolą bożą? Jatroteologia, jatroastrologia czy jatromagia (jatro-lekarz) miały ogromny wpływ na medycynę, szczególnie w starożytności i w pierwszych wiekach naszej ery. Lekarze aż do połowy XIX wieku, nie leczyli pacjentów, bo według naszej obecnej wiedzy, leczyć w żaden sposób nie mogli. Przepisywane przez nich terapie mogły co najwyżej ulżyć pacjentowi w cierpieniu, ale nie mogły wyleczyć pacjenta. Prawdopodobieństwo fizycznego wyleczenia pacjenta w tym okresie można porównać do zbudowania obecnie w warunkach garażowych bomby atomowej albo Boeninga 767, czyli było równe zeru.

.

    A mimo tej oczywistej nieskuteczności leczenia pacjenci zawsze gotowi byli płacić lekarzom krocie za zaordynowanie terapii i wypisanie stosownej recepty. Dlaczego? W każdej społeczności zawód lekarza cieszył się szczególnym szacunkiem. Ten autorytet społeczny zawodu lekarza i używane przez lekarzy hermetyczne łacińskie słownictwo, aż do czasów nowożytnych, powodowały że medycy korzystali z ogromnych pokładów społecznego zaufania w orzekaniu o stanie naszego zdrowia. Słuchaliśmy ich wywodów z nabożną powagą, choć były pełne bzdur i sprzeczności. Poddawaliśmy się zaaplikowanej nam przez nich kuracji, choć równie skuteczna była medycyna ludowa. Według części świadectw medycyna ludowa częściej prowadziła do ulżenia w chorobie, a niekiedy wyleczenia, niż zaordynowane przez uczonych medyków pastylki sporządzane z tyleż wyszukanych, co trujących składników.

.

    Medycyna przez większość dziejów funkcjonowała jako praktyczna umiejętność, w takim samym stopniu jak każde inne rzemiosło. Tak jak na przykład w średniowieczu strycharz robił dachówki, łagiewnik – skórzane pojemniki, a konwisarz produkował wyroby z cyny tak ● balwierz – stawiał bańki, upuszczał krew, usuwał zęby, nastawiał złamania i zwichnięcia, leczył świeże rany oraz strzygł włosy, ● chirurg (“lekarz ran”)  leczył urazy, rany i złamania, ● zielarz uprawiał rośliny lecznicze, a ● aptekarz sporządzał z tychże roślin leki, wytwarzał mydło i świece.

    Najwyżej w hierarchii społecznej stał medyk. Początkowo był osobą duchowną, zakonnikiem lub zakonnicą, w każdym przypadku wykształconym na uniwersytecie. Ale że „leczenie” oparte na wydumanych i niepopartych żadną praktyką teoriach, choćby i pochodziły one od największych autorytetów, więcej ludziom szkodziło niż mogło pomóc, więc z czasem „nurt akademicki” poupadł, a „nurt ludowy” w medycynie zaczął święcić triumfy.

.

  Pierwszym, który zburzył mur oddzielający wiedzę „uczonych medyków uniwersyteckich” od „wiejskich zielarzy i czarowników” był Paracelsus (1493-1541), uznawany za „ojca medycyny nowożytnej”. Był tym, który „ukończył szkoły”, a potem nauczał na uniwersytetach przyszłych lekarzy „fachu medycznego”, a jednocześnie ubierał się jak chłop oraz przestawał i pił bez umiaru z „gminnymi szaralatanami”. Paracelsus był tym, który palił „uczone księgi” i szydził z obowiązujących wówczas bezwzględnie teorii Hipokratesa (460-370 p.n.e.), Galena (130-200), Avicenny (980-1037) i Averroesa (1126-1198). Szedł pod prąd epoki i choć życia dopełnił w sposób nędzny to historia mu to wynagrodziła (o czym będzie jeszcze mowa).

.

    Z zasady jednak ta „medycyna ludowa”, szczególnie kiedy łączona była z przekonaniami religijnymi, prowadziła do poważnych szkód na zdrowiu, co opisał Bolesław Prus w Antku, przedstawiając sytuację wsi polskiej w II połowie XIX wieku.

.……..

Trzecim i do dziś królującym paradygmatem medycznym jest wiązanie wszelkich chorób z dziedziczeniem cech, a nawet ich doraźną modyfikacją (genetyka). Składnikami wszystkich, nawet najprostszych, organizmów żywych są organiczne związki chemiczne tak zwane kwasy nukleinowe. Badając je można w nich wyróżnić elementarne czyli niepowtarzalne najprostsze sekwencje – nazwano je genami. Te sekwencje powtarzają przy każdym powieleniu (rozmnażaniu) każdego najprostszego nawet organizmu. Kiedy naukowcy doprowadzili do odseparowania pojedynczych genów stwierdzili, że wyłączając je, zastępując innymi lub je modyfikując zmieniają niektóre cechy nawet złożonych organizmów. Stąd już był tylko krok do uznania genów za mające wpływ na powstawanie i przebieg chorób. Póki co, stan wiedzy w tym przedmiocie jest bardzo niewielki i bardziej skłania do spekulacji niż skutecznych przewidywań.

….. 

.

    Przed powstaniem teorii humoralnej leczono ludzi najczęściej poprzez obserwację gwiazd lub boskie przepowiednie. Czy takie leczenie mogło pacjentom pomóc, czy raczej przy radykalnych metodach zabijało ich?

    Dopóki nie wiedzieliśmy o wpływie mikroorganizmów na powstanie i przebieg chorób, pacjentów leczono opierając się na paradygmacie całkowicie bzdurnej teorii humoralnej. W dodatku ze względu na bardzo długo panujący zakaz otwierania zwłok znajomość anatomii i fizjologii była żadna.  Czy takie leczenie mogło pacjentom pomóc, czy raczej przy radykalnych metodach zabijało ich?

    Zanim odkryliśmy wpływ na powstanie i przebieg chorób zbudowanego z genów DNA, lekarze na masową skalę „pompowali” w nas zabójcze antybiotyki i inne medykamenty, których podstawowym zadaniem było zabijanie w naszych organizmach różnych niechcianych form życia (paradygmat mikroorganizmów). Czy jednak takie leczenie mogło pacjentom pomóc, czy raczej przy radykalnych metodach zabijało ich?

.

.

    Postęp nauki, a w tym przypadku medycyny, odbywa się stale w ten sam sposób. Ktoś, a niekiedy kilku naraz, głosi poglądy odbiegające od powszechnie obowiązujących. Owi prekursorzy leczą według swoich teorii, a pozostały ogół medyków – według teorii dotychczas uznawanych. Poglądy się ścierają. Zazwyczaj ci nowi zostają za życia pokonani, a docenieni dopiero po śmierci. A leczeni przez nich wszystkich chorzy są jak króliki doświadczalne – muszą mieć dużo wiary i szczęścia, żeby przeżyć. Nie ma w tym stwierdzeniu żadnej przesady, bo takie są prawidłowości rozwoju każdej nauki – nie ma teorii prawdziwych, a jedynie bardziej lub mniej przydatne.

.

    Teorie i metody stale zastępowane są przez coraz to nowsze i nowsze. W uproszczeniu można stwierdzić, że nawet w obrębie podobnych objawów jednemu pomoże lewatywa, innemu antybiotyk, a jeszcze innego chirurg musi kroić.

.

.

    Dzieje medycyny można podzielić na cztery okresy (biorąc pod uwagę ogólny stan zdrowia społeczeństwa i przeciętną długość życia ludzi).

.

Okres I – eliminacja konkurencji zewnętrznej (od pierwszych społeczeństw miejskich tj. ok. 8.000 p.n.e. do połowy XIX wieku)

    W pierwszym okresie zdrowie ludzi i długość ich życia zależne były od stopnia zorganizowania społeczeństwa. Im silniejsza władza i więcej regulacji w zakresie higieny społecznej tym mniej drobnoustrojów w zewnętrznym otoczeniu człowieka. W tym pierwszym okresie eliminowaliśmy szkodliwe mikroorganizmy, czyli konkurencję zewnętrzną dla homo sapiens. Tak zwani medycy i naukowcy nie mieli w tym okresie zielonego pojęcia o anatomii, fizjologii czy patologii organizmu człowieka. Stawiane diagnozy i podawane leki z zasady były fałszywe i szkodliwe. Natomiast zdrowotność i długość życia ludzi zależały wprost od przestrzegania elementarnych zasad higieny, budowy łaźni, wodociągów, wychodków itp.

.

Okres II – eliminacja konkurencji wewnętrznej (od połowy XIX wieku do połowy XX wieku)

    Bakterie zostały po raz pierwszy zauważone w 1686 roku przez przyrodnika i przedsiębiorcę Antonie’go van Leeuwenhoeka. Jednak dopiero odkrycia Pasteura i Kocha, że drobnoustroje odpowiedzialne są za wywoływanie chorób zapoczątkowało drugi okres historii medycyny. Odtąd diagnozowano choroby przez wyselekcjonowanie drobnoustrojów, które je powodują. W tym drugim okresie eliminowaliśmy wyselekcjonowane i odpowiedzialne za powstawanie i rozwój chorób, mikroby wewnątrz naszego organizmu, czyli eliminowaliśmy konkurencję wewnętrzną dla homo sapiens. Postęp polegał najpierw na wyselekcjonowaniu drobnoustrojów powodujących patologie naszego organizmu, a następnie ich zabiciu. Szczególną rolę w tym procesie odgrywały antybiotyki (anti – przeciw, bios – życie).

.

Okres III – modyfikacja pośrednia ludzkiego organizmu (od połowy do końca XX wieku)

    Eksperymenty nad genetyczną modyfikacją organizmów przez odpowiedni dobór organizmów rodzicielskich wykonywane były już od XVII wieku. Słynne były doświadczenia niemiecko-czeskiego zakonnika i naukowca Grzegorza Mendla (1822-1884), który w 1886 roku po raz pierwszy opisał podstawowe prawa dziedziczenia cech. Jednak ich zastosowanie na masową skalę nastąpiło dopiero w II połowie XX wieku.

    W trzecim okresie modyfikujemy, w sposób niekiedy niezamierzony, cechy naszych organizmów. Dokonuje się to przez produkcję i spożywanie żywności składającej się w dużej części z substancji chemicznych lub żywności modyfikowanej genetycznie. Dzisiejsze mięso, warzywa, owoce znacznie różnią się od tych, które trawiły organizmy naszych przodków. Średnia oczekiwana długość życia wzrosła w XX wieku o niemal 50% (w 1900-46 lat, 1960-53 lata, 2000-67,2 lat). W roku 2011 oczekiwana długość życia wynosiła 69,9 lat (w tym kobiet – 72 lata, mężczyzn – 68,9 lat). Zwiększył się nasz wzrost, na który duży wpływ ma odżywianie, szczególnie w okresie dzieciństwa i dojrzewania. Przykładowo w Holandii w 1850 roku średni wzrost wynosił dla mężczyzn 167 cm, a dla kobiet 157 cm. Obecnie (2010 r.) jest to odpowiednio 183 cm i 170 cm. Wzrasta także masa naszego ciała. Statystyki pokazują, że problem nadwagi lub otyłości dotyczy 1,4 mld ludzi (w tym 64% mieszkańców USA).

.Okres IV – modyfikacja bezpośrednia struktury organizmu ludzkiego (od końca XX wieku)

  Odkrycie kwasów nukleinowych przypisuje się Johannowi Miescherowi (1844-1895). Miało to nastąpić w roku 1869 przez wyizolowanie nukleiny, jak wówczas nazwał tę substancję, z bandaży nasiąkniętych ropą pacjentów. Jednak model DNA powstał dopiero niemal sto lat później, w 1953 roku, i jest autorstwa studenta Jamesa Watsona (ur.1928), który wraz Francisem Crickiem (1916-2004). W 1996 roku zostało po raz pierwszy sklonowane zwierzę – owca Dolly. Kolejność nukleotydów składających się na ludzki DNA ustalona została w roku 2000 przez naukowców z firmy biotechnologicznej Celera Genomics i laboratoriów należących do programu Human Genome Project. Ostatnimi laty świat naukowy medyków wręcz oszalał na punkcie manipulacji genowych i przypisuje im siłę sprawczą w zakresie możliwości modyfikowania naszych cech fizycznych, w tym eliminacji chorób nękających człowieka od zarania dziejów. Wprawdzie nie wiemy jak długo potrwa fascynacja człowieka kwasami nukleinowymi, ale biorąc pod uwagę coraz szybsze tempo zmian możemy przypuszczać, że niebawem przedmiotem medycyny będzie sztucznie stworzony człowiek, wolny od tych niedoskonałości, którymi obdarzyła nasze organizmy natura.

.

    Rekapitulując … zdrowie jest jedną z podstawowych potrzeb materialnych człowieka. Tych spośród nas, którzy potrafili nam wmówić, że potrafią nam je zapewnić zaliczyliśmy do elity społeczności. Uwierzyliśmy i nadal wierzymy, że medykamenty, które nam serwowali służyły zachowaniu nas w zdrowiu. Tymczasem prawda, jaka przemawia z zagłębiania się w historię medycyny jest zgoła inna: byliśmy uporczywie truci przez „strażników naszego zdrowia”. To niemal cud, że przeżyliśmy jako gatunek. Ilości i różnorodność trucizn jakie spożywaliśmy jest wręcz nieprawdopodobna.

    W dalszej części tekstu, przywołam niektóre z dokumentów oryginalnych, a inne omówię i wyjaśnię na czym polegał postęp w medycynie …

. ● Choroby są stare jak świat .

    Choroby jakie dotykają człowieka znane są od początku jego historii. Wiedzą o nich czerpiemy zarówno ze źródeł pisanych, jak i zachowanych mumii i szkieletów. Szczególnie dużą skarbnicą wiedzy w tym zakresie jest starożytny Egipt. Jego początki (3200 lat p.n.e.) są równie stare jak najstarsze ślady pisma (ok. 3050 lat p.n.e.) znalezione w Mezopotamii. Wiedzę o stanie zdrowia i nękających Egipcjan chorobach jest tym łatwiej badać, że masowo mumifikowali swoich zmarłych i towarzyszące im za życia zwierzęta. Państwo egipskie liczyło w najlepszym okresie ok. 7 mln mieszkańców i wykonywano miesięcznie około 10 tysięcy mumifikacji. Materiał do badań pozostawili Egipcjanie obfity.  Biorąc pod uwagę, że mumifikacji podlegali jedynie zamożniejsi mieszkańcy należy przyjąć, że w przekroju całego społeczeństwa choroby występowały częściej niż wskazywałaby na to statystyka zmumifikowanych.

    Egipcjanie znali alkohol (wino i piwo) i nadużywali go podobnie jak czynimy to obecnie. Szczególnie warstwy lepiej usytuowane (kapłani, urzędnicy, właściciele ziemscy) folgowały sobie w jedzeniu i piciu. Oględziny, skóry i fałdów skórnych, mumii faraonów Totmesa II (1492 lub 1482 – 1479 p.n.e.), Ramzesa II Wielkiego (1279-1213 p.n.e.) czy Amenhotepa III (prawd. 1388-1351 p.n.e.) wykazały, że byli to ludzie bardzo otyli. Według historyków smukłe sylwetki Egipcjan i Greków utrwalone na płaskorzeźbach i malowidłach są wyidealizowane i zwyczajnie nieprawdziwe. 

.

    Egipcjanom dokuczały choroby przewodu pokarmowego m.in. tzw. „kał owczy” – wywołany skurczem jelit i objawiający się stolcem w kształcie kuleczek (jeszcze do niedawna przypisywany on był zawrotnemu tempu życia człowieka współczesnego). Wiele mumii wykazywało objawy grożące wypadnięciem odbytu, jako skutek długotrwałych dolegliwości jelitowych, objawów zaparcia i guzów krwawniczych odbytu. Częste były przypadki zgonów z powodu zapalenia wyrostka robaczkowego.

.

    Choroby nerek i wątroby to kolejna dolegliwość i przyczyna zgonów (marskość wątroby, zapalenia nerek, ropnie nerek i kamienie nerkowe). Część mumi nosiła ślady po przebytej dnie moczanowej, którą zalicza się ją do chorób cywilizacyjnych XX wieku.

.

    Prawdziwą plagą były choroby naczyń, miażdżyca i zwapnienie tętnic, które były przyczyną śmierci niektórych faraonów m.in. Ramzesa II Wielkiego (1301—1234 r. p.n.e.). Często na sklerozę zapadały osoby w młodym wieku.

.

    Inną przyczyną zgonów Egipcjan były nowotwory złośliwe (m.in. na trzech szkieletach mumii pochodzących z czasów V dynastii t.j. 2563-2433 r. p.n.e., znaleziono kilka nowotworów kości, tzw. mięsaka kości).

.

    Natrafiono także na ślady chorób epidemicznych: czarnej ospy i dżumy. Czarna ospa, której epidemie dziesiątkowały średniowieczną i nowożytną Europę była przyczyną zgonu mumii z okresu między 1200 a 1085 r. p.n.e.

.

    Pomimo zdawałoby się korzystnego klimatu u tysięcy szkieletów mumii stwierdzono ślady przebytego zapalenia stawów na tle reumatycznym. Zdaniem archeologów przewlekły gościec stawowy z bolesnymi objawami zwyrodnienia stawów atakował bardzo wielu ludzi. Równie powszechne były zapalenia okostnej i szpiku kostnego, także zapalenie stawów kręgosłupa.

.

    Często natrafiano u mumii na przypadki ciężkich schorzeń zębów, szczęk i dziąseł (wśród przebadanych 500 czaszek z grobów Gizy stwierdzono występowanie próchnicy i wypadanie zębów w stopniu większym niż współcześnie). Niekiedy próchnica zębów była powodem zgonów (kobieta muzyk Djedmaatesankh z 1850 r. p.n.e.).

.

    Przyczyną części zgonów była wreszcie schistosomatoza (bilharcjoza), która do dziś jest obok malarii najpoważniejszą chorobą przenoszoną przez pasożyty (choruje na nią około 200 mln ludzi). Objawiała się zapaleniem pęcherza moczowego, nerek, moczowodu prowadząc do owrzodzeń, wydzielania krwawego moczu i kamicy nerkowej.

.

   Wreszcie natrafiono na mumie, których przyczyną zgonu były choroby płuc: pylica płuc, zapalenie płuc, zapalenie opłucnej. Stwierdzono także przypadki gruźlicy kręgosłupa (m.in. mumia Nesperehapa, kapłana boga Amona, który żył około 1000 r. p.n.e.). Zdaniem archeologów gruźlica zbierała w Egipcie obfite żniwa.

.

    Nie wiemy, w jakim stopniu występowały wśród Egipcjan choroby psychiczne, ale właściwie dlaczego miałoby ich być mniej niż ma to miejsce obecnie?

. [koniec części pierwszej]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>