Analiza finansowa przedsiębiorstw

… czyli dlaczego rekwizyty nie stanowią o wartości przedstawienia

(artykuł polemiczny)

1.  Powody upadłości przedsiębiorstw

     Literatura przedmiotu jest bardzo bogata. Tworzą ją zazwyczaj ludzie, którzy zapewne nie byli pracownikami liniowymi przedsiębiorstw, a już na pewno nimi nie zawiadywali. Podają powody najzupełniej wydumane, które WYDAJE IM SIĘ, że musiały wystąpić, żeby do upadłości przedsiębiorstwa doszło. Uprawiają więc sztukę dla sztuki dając alibi właścicielom i zarządom albo bezlitośnie ich osądzając nie mając przy tym pojęcia na czym funkcjonowanie przedsiębiorstwa polega.

 Powody upadłości przedsiębiorstw możemy dowolnie wymyślać (kreować) i dowolnie klasyfikować. Dla porządku przywołam jedną z wielu takich klasyfikacji (w tabeli obok). Oczywiście, zawarta w tabeli klasyfikacja nie jest pełna i możemy tu jeszcze do przyczyn zewnętrznych dopisać np. gwałtowne ocieplenie klimatu, upadek meteorytu, gigantyczną burzę piaskową, wybuch paniki spowodowany zapowiedzianym końcem świata czy lądowanie kosmitów. Do przyczyn wewnętrznych – chorobę głównego księgowego, depresję sezonową nowego właściciela czy niezaspokojone apetyty seksualne dyrektorki HR, która akurat przechodzi klimakterium. I wiele wiele innych. 

2.  Czym jest przedsiębiorstwo czyli o właścicielach i czterech “pijawkach”

    Cele przedsiębiorstwa można określać wielorako: najczęściej jako zysk, jako rentowność lub jako wzrost wartości przedsiębiorstwa. Oczywiście, celów prowadzenia przedsiębiorstwa można indywidualnie wyznaczać dowolnie wiele tym bardziej, że nie muszą być one związane z wynikiem finansowym. Przykładowo zgodnie z kodeksem spółek handlowych cel prowadzenia działalności przez spółkę akcyjną wcale nie musi być gospodarczy.

    Przedsiębiorstwo to w dużym uproszczeniu gra interesów. Głównymi aktorami tej gry są “cztery pijawki” i “żywiciel”.

Cztery pijawki.  Żeby przedsiębiorstwo mogło samodzielnie działać musi jednak przynajmniej teoretycznie wypracowywać choćby niewielką nadwyżkę sprzedaży nad kosztami.

(1) Wykazanie takiej nadwyżki często warunkuje wysokość wynagrodzenia dla zarządu spółki. Zarząd jest więc pierwszą “pijawką”, która niezależnie od sytuacji spółki jest zainteresowana wykazaniem jej zysku, choćby tylko na papierze.

(2) A jaki jest cel kontroli naszej księgowości przeprowadzanej w imieniu państwa przez urząd skarbowy? Kontrolerzy (czyli druga “pijawka”) chcą wykazać, że oddaliśmy państwu zbyt małą daninę, to znaczy zapłaciliśmy zbyt małe podatki. W konsekwencji chcą wykazać, że wypracowaliśmy większy zysk niż to zadeklarowaliśmy urzędowi skarbowemu. A zatem kontrolująca nas instytucja państwowa wmawia nam, że nasze zyski są jeszcze większe niż my to twierdzimy. Oni wiedzą, że mamy lepiej niż nam się wydaje.

(3) Kolejną “pijawką” żyjącą z wypracowanych przez przedsiębiorstwo zysków są organizacje pracownicze, w tym przede wszystkim związki zawodowe. Związkowcy zazwyczaj przekonują nas, że wypracowaliśmy zyski większe niż potrzebne nam do rozwoju przedsiębiorstwa i w związku z tym powinniśmy się co najmniej częścią tych pieniędzy podzielić. A jeżeli już chcemy inwestować nadwyżki w rozwój przedsiębiorstwa to pamiętajmy, że dobro wspólne (czyli związki zawodowe) trzeba rozwijać przed wszystkim innym.

(4) Na końcu przychodzi do nas pracownik czyli czwarta “pijawka”. Przedsiębiorstwo powinno podzielić się z nim zyskiem, dając pracownikowi podwyżkę. Zresztą, pracownik znajdzie wiele „rezerw” dowodząc, że zyski przedsiębiorstwa są większe niż to zostało przez zarząd wykazane. Każda z “pijawek” pracuje usilnie nad zyskiem przedsiębiorstwa. Czy w tej sytuacji przedsiębiorstwo może upaść jeśli niemal wszyscy, którzy się z nim na co dzień stykają są zainteresowani dobrym wynikiem przedsiębiorstwa? Powtórzmy: wszyscy, którzy na bieżąco stykają się z przedsiębiorstwem są zainteresowani jego dobrym wynikiem na papierze.

     Żywiciel. Czy po zmasowanym ataku “pijawek” coś dla właścicieli pozostaje? W dużych firmach mogą przez decyzje zgromadzenia wspólników (lub walnego zgromadzenia) decydować o podziale zysków. Ich rola jest zatem bierna i ogranicza się do praw i obowiązków określonych w ksh. W małych spółkach właściciele i zarząd to zazwyczaj te same osoby, które narażone są na codzienną presję “pijawek”. Właściciele są zmuszeni do stworzenia pozorów braku zysków i „dziadowania”.  W ich interesie jest posiadanie środków przez nich samych, a nie przez przedsiębiorstwo. I w tym zakresie zazwyczaj przejawiają aktywność.

    Zreasumujmy: cztery “pijawki” chcą na siłę wykazać zysk, właściciele chcą ten zysk niepostrzeżenie wyprowadzić.  Duży zysk oznacza brak gospodarza w firmie. Czy zatem bilans albo rachunek wyników mogą być rzetelną informacją o firmie, czy raczej pokazują aktualny stan rozgrywki pomiędzy “pijawkami” i ich “żywicielem” o zawłaszczenie nadwyżki finansowej przedsiębiorstwa? Po czym odróżnić przychody realne od papierowych, po czym odróżnić koszty rzeczywiste od upozorowanych? Nie potrafimy tego robić.

    Czy bilans albo rachunek wyników mogą być rzetelną informacją o firmie?  Przedsiębiorstwo to nie żaden twór materialny, ale zwyczajowe miejsce spotkań ludzi, którzy prowadzą gry społeczne dla pomnożenia swoich własnych korzyści. Firma to grupa ludzi zjednoczona prowadzeniem gry dla pomnożenia własnych korzyści. Podkreślam WŁASNYCH, a nie firmy. Interesy firmy są o tyle istotne o ile wpływają na nasze własne. Materialne składniki przedsiębiorstwa pełnią podobną rolę jak dekoracje na scenie podczas przedstawienia teatralnego. Tyle, że o wartości przedstawienia decyduje gra aktorów, a nie wartość rekwizytów, a w ekonomii na odwrót. Ekonomiści wmawiają nam, że wydumane przez nich mierzalne związki pomiędzy elementami dekoracji (ilość, wartość, płynność oraz stosunki i relacje między tymi elementami) posiadają decydujące znaczenie. Śmiechu warte …  Niemal każde przedsiębiorstwo, które upada ma dobre wyniki finansowe.

3.  Analiza finansowa czyli popisy krasomówcze

   Przedsiębiorstwo obligatoryjnie opisujemy za pomocą bilansu, rachunku wyników i sprawozdania zarządu. W oparciu o te dokumenty oraz dane służące do ich sporządzenia możemy tworzyć dowolne wskaźniki, które według nas w sposób szczególny odzwierciedlają sytuację finansową przedsiębiorstwa. Sens tych wydumanych wskaźników w uproszczeniu sprowadza się do tego, że im więcej osób, szczególnie spośród uczestników gry na giełdzie, uwierzy w nasze teorie tym bardziej będą one prawdziwe (skuteczne). Jeśli gracze giełdowi uwierzą, że wartość jakiegoś „super-wskaźnika” rzeczywiście oddaje kondycję przedsiębiorstwa i będą zachowywali się adekwatnie do jego wartości, wówczas będą sami kreować rzeczywistość. Mylne przekonanie w tym wypadku może czynić cuda.

   Dla funkcjonowania przedsiębiorstwa niezbędne jest krążenie pieniądza. Dopóki krąży w przedsiębiorstwie pieniądz dopóty przedsiębiorstwo nie upadnie. I to niezależnie od wyników przedsiębiorstwa. Zresztą, dobry zarządca jest w stanie wykreować i obronić każdy wynik, tym bardziej, że jak to wykazałem w punkcie „2. Czym jest przedsiębiorstwo czyli o właścicielach i czterech “pijawkach” niemal wszyscy, którzy stykają się z przedsiębiorstwem są zainteresowani jego dobrymi wynikami na papierze.

    Skąd ten pieniądz może pochodzić? Może być wygenerowany z działalności własnej lub dopływać z zewnątrz. Z zewnątrz czyli z kredytów, dotacji lub od potencjalnych inwestorów. Dopóki znajdziemy choćby jednego jelenia gotowego zasilić nasz interes zastrzykiem pieniądza dopóty nasze przedsiębiorstwo nie upadnie. I to niezależnie od tego jakie ma wyniki. Zresztą, nikt nie ma interesu podważać dobre wyniki przedsiębiorstwa dopóki ono funkcjonuje. Kiedy przedsiębiorstwo przestanie funkcjonować wówczas podważeniem jego wyników (w okresie przed upadłością) są zainteresowani niezaspokojeni wierzyciele i ewentualnie prokurator. Ale ma to miejsce dopiero po zgłoszeniu przedsiębiorstwa do upadłości.

   Z zasady upadają przedsiębiorstwa, które mają dobre wyniki finansowe. Upadają nie z powodu złych wyników, ale z powodu utraty płynności czyli niewystarczającej dla funkcjonowania ilości pieniądza.

4.  Krótki żywot przedsiębiorstwa czyli jeśli umiesz liczyć to licz na siebie

    W Polsce jest około 3,5 mln mikroprzedsiębiorstw czyli takich, które zatrudniają do 10 osób (i mają przychód netto poniżej 2 mln euro lub sumę aktywów w bilansie rocznym poniżej 2 mln euro). Stanowią one około 93% wszystkich przedsiębiorstw. Przez ostatnich parę lat wskaźnik przeżycia  pierwszego roku wśród nich oscylował wokół 60%.

  Wskaźnik przeżywalności wszystkich firm w okresie pierwszych trzech lat od rozpoczęcia działalności wynosi 50%. Upadłość nie omija ani przedsiębiorstw ze znacznym majątkiem trwałym (aktywa trwałe), ani spółek giełdowych. Spółki większe przejmują mniejsze, a czasami całkiem na odwrót – przejmowany staje się przejmującym i to niezależnie od kondycji finansowej obu spółek. Kluczem w takim przypadku jest pozyskanie środków finansowych, na przykład z kredytu. Niektóre spółki zakładają „spółki córki”, a potem zdarza się, że „córki” pożerają „matki” (vide Unimil). Dla jednych spółek współczynnik ceny akcji do zysku z niej uzyskiwanego okazuje się zadowalający jeszcze na poziomie 50:1 na to aby dokonywać masowych zakupów akcji. Dla innej spółki stosunek 10:1 jest już mocnym sygnałem do wyprzedaży akcji. Co rusz powstają bańki giełdowe, jedne – pękają, inne – pozostają, a jeszcze inne – zdają się pęcznieć w nieskończoność znajdując ciągle nowych nabywców akcji. Konia z rzędem temu, kto jest w stanie przewidzieć scenariusz zdarzeń na giełdzie. Zdecydowanie więcej jest piszących podręczniki o tym jak należy grać na giełdzie niż tych, którzy odnieśli na niej rzeczywisty sukces. Więcej jest tych, którzy nauczają o tym jak należy prowadzić przedsiębiorstwo niż tych, którzy odnieśli na tym polu spektakularne sukcesy.

    Zresztą, spektakularne sukcesy okazują się zazwyczaj krótkotrwałe – nie udaje się ich nigdy potem powtórzyć. To za co dziś podziwiamy i stawiamy za przykład prezesa spółki X, jutro może okazać dowodem koronnym jego dyletantyzmu w biznesie. Dokładnie tak jak w życiu – zmiana ustroju powoduje burzenie jednych pomników i zastępowanie ich innymi. Jeżeli z zasady nigdy nie udaje się temu samemu menedżerowi powtórzyć w sposób analogiczny sukcesu finansowego to znaczy, że nie istnieją w tym przedmiocie żadne przyczynowo-skutkowe mechanizmy. Co zatem możemy powiedzieć o wartości ekonomii jako nauki?

   Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ w biznesie nie ma żadnych reguł, ważny jest „nos” i zdolność do „organizowania układów” z innymi. Uczestniczymy w grze społecznej. To nie przedsiębiorstwo jest podmiotem tej gry, ale indywidualne interesy każdego z nas. To te interesy najpierw powołują przedsiębiorstwa, a potem każą im się pięknie przewracać. Zazwyczaj uprzednio opróżniwszy przedsiębiorstwa z co bardziej wartościowych aktywów. Wymyślamy scenariusze i je realizujemy, zazwyczaj z pożytkiem dla siebie.

     Po co zatem jest analiza ekonomiczna, po co setki różnorodnych wskaźników? Wskaźniki nie informują o niczym wartościowym, a już na pewno nie są miernikiem wartości przedsiębiorstwa. Są jedynie zasobem wiedzy przydatnym do prowadzenia przedsiębiorstwa. Za ich pomocą sprawny menedżer potrafi przedstawić firmę jako „silną i prężącą mięśnie”, albo jako „rachitycznego suchotnika” – zależnie od tego czy chce ją sprzedać lub uzyskać kredyt czy chce kupić. Kreujemy obraz taki jaki jest nam aktualnie potrzebny dla realizacji naszych interesów. I wszystko potrafimy udowodnić na liczbach. Jedynym ograniczeniem jest nasza znajomość warsztatu analizy finansowej.

   Analiza finansowa to element języka komunikowania się uczestników gry rynkowej. Stosując ją odpowiednio możemy pozyskać przychylność lub narazić się na wrogie zachowania innych uczestników gry. Możemy znaleźć jelenia, który zasili nas środkami finansowymi, albo trafić na rozjuszonego byka, który zgłosi wniosek o naszą upadłość z powodu niezapłaconej w terminie drobnej faktury. Nie sposób zatem przecenić znaczenia analizy finansowej. Znajomość jej elementów jest jak dobry warsztat aktorski – jeśli go masz potrafisz odegrać każdą sztukę, a widownia nagrodzi Cię oklaskami. Jeśli go nie masz – musisz liczyć tylko na własne szczęście. A czy Ty masz szczęście?

.

PS. Ostatnio kupowałem spółkę jawną. Przez 22 lata jej istnienia zawsze miała wyniki znacząco dodatnie. Czy właściciele mogli być zainteresowani celowym wykazywaniem zysku wyższego niż był w rzeczywistości? W jakim celu mieliby to robić, jeśli wykazanym zyskiem muszą podzielić się z fiskusem? (Spółka nigdy nie korzystała z kredytów, więc nie było potrzeby budowania dobrego obrazu przed bankami).

    Okazuje się, że w takim działaniu jest jednak logika. Jak wiadomo wynagrodzenia podlegają oZUSowaniu (ok. 40%). Na koszt pracy składa się zatem oprócz wynagrodzenia netto, także podatek od wynagrodzeń i  ZUS, w sumie dodatkowo około 60%. Płacąc z ręki właściciele „zaoszczędzali” zatem 40%. Zadowoleni byli pracownicy, zadowolony był fiskus (mniejsze powody do zadowolenia miał ZUS).

    Po sporządzeniu korekty wyliczyłem faktycznie osiągany zysk. Ostatecznie spółkę kupiłem za około 60% wystawionej przez sprzedającego ceny. Nie patrz w liczby, ale staraj się zrozumieć mechanizmy.