Iluzja dominacji Chin

    Rozejrzyj się dookoła, wszędzie widzisz chińskie towary. Chińska jest odzież, buty, sprzęt elektroniczny i komputery, a czasem także żywność. Cokolwiek bierzesz do ręki, z dużym prawdopodobieństwem wyprodukowane zostało w Chinach. Wydaje się, że Chiny zarabiają krocie na eksporcie towarów.

   W 2010 r. eksport Chin osiągnął rekordową wartość niemal 1,6 bln dolarów. Import jednak, co może zaskoczyć, był niewiele mniejszy i wynosił prawie 1,4 bln dolarów. Nadwyżka eksportu nad importem to niecałe 200 mld dolarów. W okresach wcześniejszych nadwyżka eksportu była zazwyczaj znacząco mniejsza choć towarów chińskich na rynkach światowych było równie dużo jak dziś. Łączna nadwyżka eksportowa za cały okres 2001-2010 wyniosła ok. 1,3 bln dolarów (Nadwyżki eksportowe wynosiły w mld dolarów odpowiednio: 2001 – 22,6; 2002 – 30,4; 2003 – 25,5; 2004 – 32,1; 2005 – 102,0; 2006 – 177,5; 2007 – 261,8;  2008 -298,1; 2009 – 195,7; 2010 – 183,1).

    Co Chiny importują? Otóż, przedmiotem importu są maszyny i urządzenia, technologie, licencje etc. Można powiedzieć, że Chiny importują te czynniki, które służą wytwarzaniu towarów eksportowych czyli importują stanowiska pracy, a eksportują gotowe wyroby.

   Czy to aby Chińczycy eksportują towary? Gospodarka chińska rozwija się głównie dzięki napływowi zagranicznych inwestycji bezpośrednich. W roku 2011 wartość tych inwestycji stanowiła ponad 185mld dolarów. W okresie ostatnich dwudziestu lat było to średnio 4% chińskiego PKB, czyli ogromnie dużo. A to oznacza, że środki produkcji nie należą do Chińczyków, ale do zachodnich koncernów. Koncerny te zresztą inwestują głównie w branże i produkty zaspakajające potrzeby bogatego Zachodu. Łączne inwestycje w sektor rolniczy i przetwórstwa żywności, drzewny i rybołówstwo stanowią poniżej 1% ogólnego wolumenu. Podobnie pomijalne są wielkości inwestycji w sektor edukacji i ochrony zdrowia. Zachodowi są potrzebne wyłącznie zwinne ręce, pilność i zdyscyplinowanie Chińczyków. Współcześni niewolnicy, nierzadko dzieci, pracują w otoczonych drutem kolczastym obozach pracy po to aby mnożyć nasz dobrobyt.

     Skąd Zachód ma pieniądze, żeby inwestować w Chinach? Warto zauważyć, że wolumen światowego handlu pieniądzem jest około sto razy większy niż wartość towarów. Pieniądz nie ma już żadnego związku z towarem. Czym jest pieniądz? Sporo ponad 90% jego wartości nie ma żadnej formy materialnej, to tylko cyferki na kontach. Kilka zaledwie procent ma formę zadrukowanego papieru. Promile wolumenu pieniądza mają pokrycie w złocie. Oto czym jest pieniądz – cyferki zapisane na kontach, iluminacja.

    A jak powstaje pieniądz? Ilość pieniądza generują akty prawne. To ustawy i rozporządzenia decydują o ilości pieniądza. W połowie lat 80-tych za prezydentury Ronalda Reagana Zachód zaczął otwierać się na Chiny, Indie i Europę Wschodnią. Od tamtego czasu w wyniku tych procesów przybyło 2,5mld rąk do pracy. Jednocześnie dokonano tzw. deregulacji rynków finansowych, w wyniku czego ogromnie wzrosła ilość pieniądza w obrocie międzynarodowym. Zachód inwestował w zdobytym dla inwestycji świecie (Chiny, Indie, Europa Wschodnia) cudownie rozmnożone pieniądze. Pieniądze, które powstały w wyniku wprowadzonych uregulowań prawnych. Nie miały one w niczym pokrycia, czysta imaginacja. Ale dzięki temu zabiegowi Zachód „kupił” 2,5mld par chętnych do pracy rąk. 90% pożytku z ich pracy stanowi korzyść Zachodu, kilka procent pozostaje dla Chińczyków i Hindusów. Czy to jest sprawiedliwe? Owszem tak, bo gdyby Chińczyk czy Hindus nie pracowali dla bogatego Zachodu to przymieraliby głodem. Lepszy rydz niż nic.

    Niektóre banki inwestycyjne jeszcze w połowie lat 70-tych zatrudniały po sto kilkadziesiąt pracowników. Płace w sektorze bankowym były skromne, maklerzy musieli dorabiać  zatrudniając się po godzinach w innych profesjach. Dziś te same banki zatrudniają po 50tysięcy pracowników. BNP Paribas zatrudnia nawet 200tysięcy pracowników. Płace w sektorze bankowym należą do najwyższych. Czym zajmują się ci ludzie, przecież nie wytwarzają żadnych dóbr? Zajmują się liczeniem i wymyślaniem pieniędzy. Robią to po to, żeby Chińczycy swoją niewolniczą pracą mogli zarobić na miskę ryżu.

     A jak wyglądają chińskie inwestycje zagranicą? Czy są porównywalne z inwestycjami Zachodu w Chinach? Ależ skąd, długo nie było ich niemal wcale, bo nie posiadali środków aby inwestować. Dopiero od 2008 r. widoczne jest znaczne  przyspieszenie chińskich inwestycji. W roku 2010 wyniosły one w sektorach niefinansowych 60,2mld dolarów. Koncentrują się one głównie w sześciu sektorach: usługach biznesowych, handlu hurtowym i detalicznym, górnictwie, przemyśle przetwórczym i transporcie. Można powiedzieć, że zajmują się w dużej części sprzedażą i dystrybucją wytworzonych w Chinach dóbr. Początkowo Chińczycy inwestowali w Afryce, w wydobycie surowców. W ostatnich latach głównie w Azji – około 75%  (większość w Hong Kongu i Singapurze) i Ameryce Łacińskiej – około 12% . Jednak dużo jeszcze wody upłynie zanim zaczną odgrywać znaczniejszą rolę w gospodarkach państw Zachodu.

    Media stale przypominają, że Chiny są w posiadaniu największych na świecie rezerw dewizowych, które wynoszą ok. 3,2 bln dolarów. Żeby taką kwotę uzbierać potrzebowały odkładać wszystkie nadwyżki eksportu nad importem przez około 30 lat. Media nas straszą konsekwencjami rzucenia przez Chiny na rynek tej ilości pieniędzy. Zapominają, że to Zachód jest „wynalazcą” pieniądza i w każdej chwili jest gotów wygenerować dowolne ilości pieniądza, tak samo jak może pieniądz obrócić w niebyt. Przykład obracania pieniądza w niebyt mieliśmy m.in. podczas tzw. Wielkiego Kryzysu (1929-1933). Zdaniem laureata Nagrody Nobla (1976) sławnego Miltona Friedmana (1912-2006), Żyda, ten największy kryzys w historii był spowodowany redukcją przez FED ilości pieniądza w obiegu o jedną trzecią.

    A teraz ad rem … To co powyżej zapisaliśmy przedstawmy w formie obrazowej. Ty, człowiek Zachodu, wręczasz Chińczykowi szczotkę, mopa i ścierkę (organizujesz stanowisko pracy) i ustalasz, że stanie się ich właścicielem jak będzie czyścił  nimi Twój dom przez dziesięć lat, w dni robocze i świąteczne. Codziennie od 7.00 do 20.00 ma pucować każdy kąt Twojego domu. I żeby się nie ociągał, bo wówczas złamie warunki umowy, a Ty mu te narzędzia odbierzesz.

    Chińczyk jest pracowity i ambitny, i przychodzi do Ciebie oferując dodatkowo możliwość wykonywania pracy wokół Twojego obejścia. Może Ci przycinać kwiaty  w ogrodzie, zamiatać alejki, pielić krzewy itp. Ma na to czas między 20.00 a 22.00 każdego dnia. Wyrażasz zgodę i ustalacie, że Chińczyk za prace przy obejściu będzie otrzymywał 100 złotych miesięcznie. Nie jest to może zbyt wiele, ale w końcu chińska praca jest tania. Stawiasz tylko jeden warunek: nie wolno mu pieniędzy od Ciebie wydawać. Może je za to trzymać w skarpecie albo odkładać na koncie, jego sprawa. Chińczyk ze względu na bezpieczeństwo przechowywania przystał na gromadzenie środków na koncie (i nazwał je rezerwą walutową). To jest jego konto, ale w Twoim banku.

    Po kilku latach odwiedzili Cię znajomi. Na każdym kroku zauważali ślady obecności Chińczyka – dom był wypucowany na połysk i ogród prezentował się w całej krasie. Kiedy dowiedzieli się, że Chińczyk ma jeszcze odłożone spore pieniądze na koncie wyrazili niepokój czy przypadkiem nie przejmuje powoli Twojego domu.

    Ale Ty wiesz, że dom jest Twój, narzędzia Chińczyka są także póki co Twoje. Zanim on spłaci narzędzia to Ty zdążysz wymyślić już lepsze metody sprzątania. A pieniądze? Niektórym ludziom wydaje się, że pieniądzem jest bilon albo złoto. Ale Ty wiesz, że pieniądze to tylko szeregi cyferek, a ich ilość w obiegu zależy wyłącznie od regulacji prawnych. Chińczykowi tylko wydaje się, że ma pieniądze, te zapisy liczbowe na jego koncie mogą któregoś pięknego dnia po prostu zniknąć. Oczywiście, w wyniku kryzysu lub innego kataklizmu finansowego … albo po prostu dlatego, że inaczej zdefiniujemy pieniądz.