Osobliwość żydowska, cz. 2

… czyli o społecznym kryterium prawdziwości w nauce

(ciąg dalszy)

IV.        Żydowskie normy społeczne

    Podstawową przyczyną powszechnej niechęci do Żydów była silna obecność w ich życiu zasad judaizmu, stałe izolowanie się od ludności miejscowej i wypływające z judaizmu zdecydowane uprzywilejowanie Żyda w relacji do nie-Żyda (goja). Obowiązujące do dziś nakazy judaizmu wskazują, że Żyd jest uprawniony do zatrzymania przedmiotu zgubionego przez nie-Żyda (Bawa Kama 113b), a nawet jest mu zakazane zwracanie takiego przedmiotu (Sanhedryn 76 b), podobnie jeśli nie-Żyd pomyli się na korzyść Żyda ten nie ma obowiązku zwracania mu na to uwagi.  Lichwa jest dozwolona też tylko wobec nie-Żyda: „Od cudzoziemca możesz pobrać odsetki, ale od twojego brata nie pobierzesz odsetek” (Dewarim 23, 21). „Żyd nigdy nie bogaci się przez Żyda. Nawet w czasach obecnych Żydzi nie ciągną zysków z Żydów lecz z tych narodów, wśród których przebywają. „Majętności goja są dla Żyda, narodu wybranego, jako rzecz niczyja, a jeżeli pierwszy na nich rękę położy, będą jego na zasadzie prawa dawności Chazaka” (Miszna Baba, Batra 3,1). „Majętności gojów są jak pustynia, kto je zajął, niech je posiada” (Baba, Batra 54b). Prawo żydowskie pozwalało Żydowi robić interesy z nie-Żydami na odmiennych podstawach, niż z bratem Żydem. To co nazywają „prawem obcego”, było określone jak następuje: „obcemu możesz pożyczać na lichwę, ale twojemu bratu nie będziesz pożyczał na lichwę”. Całkiem odwrotnie postrzegali lichwę chrześcijanie – lichwiarzy obłożył klątwą Sobór Laterański III w 1179r., a nawet samo dowodzenie, że lichwa nie jest grzechem zostało potępione jako herezja na Soborze Wienneńskim w latach 1311-1312. Ci spośród chrześcijan, którzy trudnili się lichwą aby mogli być po chrześcijańsku pochowani musieli na rzecz Kościoła złożyć niemałą daninę – byli też zwalczani zwłaszcza przez franciszkanów (zał. w 1206r.) i dominikanów (zał. w 1216r.). Dla lichwiarzy przewidziany był siódmy krąg piekieł – tak opisał ich w XVII pieśni Boskiej Komedii Dante Alighieri. Żydów wygnano z Anglii (1290), Francji (1306, 1394), Hiszpanii (1492), Portugalii (1496-1497), a także z niektórych księstw niemieckich, a papież Paweł IV (1555-1559) w 1555r. wprowadził zarządzeniem otoczone murem żydowskie getta w podlegających mu miastach i potępił judaizm w bulli Cum nimis absurdum. Podobne poglądy pokutowały jeszcze przez cały wiek XIX – pieniądz był złem i jedynie narzędziem kapitalistycznego wyzysku zastępującym wszystkie relacje międzyludzkie dla twórców naukowego komunizmu Żyda Karola Marksa (1818-1883) i łożącego na jego utrzymanie Fryderyka Engelsa (1820-1895)

    Nie każdy człowiek zasługuje na to aby mu mówić prawdę, czasami zgodnie z nakazami judaizmu można, a nawet należy kłamać. Talmud, a za nim Halacha szczegółowo wyliczają takie przypadki. Judaizm odrzuca umiłowanie pokoju, dopuszcza zabijanie, niektóre wojny według niego są bezwzględnie konieczne i przykazane (milchemet micwa): „W wojnie przykazanej wszyscy ruszają do bitwy, nawet pan młody i panna młoda spod chupy” (Sota 8, 7). I nade wszystko judaizm przypomina, że żadna praca nie hańbi: „Obdzieraj ze skóry zdechłe zwierzęta na ulicach i zarabiaj w ten sposób, a nie mów: Wspomóż mnie, bo jestem wielkim mędrcem i taka praca mnie poniża” (Bawa Patra 110a, Pesachim 113a), a nawet „studiowanie Tory niepołączone z pracą musi okazać się bezcelowe i przywołuje grzech” (Pirke Awot 2, 2). Powyższe nakazy mają nawet większe znaczenie aniżeli zawarte w Torze, bowiem zdaniem większości religioznawców judaizm ukształtowany został w większym stopniu przez Talmud i tradycję rabiniczną, aniżeli przez  Pismo Święte. „Żyd zawsze będzie myślał o sobie jako o członku ludu, narodu, rasy. […] I będzie zawsze miał prawo uważać, że być Żydem – to należeć do rasy wyższej”, a nade wszystko miał na uwadze wezwanie: „Organizujmy się, organizujmy, organizujmy dopóty, dopóki każdy Żyd nie powstanie i nie zostanie policzonym po naszej stronie lub też nie oświadczy się świadomie lub bezwiednie przeciwko swemu własnemu narodowi” (Ludwik D. Brandeis, Sędzia Sądu Najwyższego, Stanów Zjednoczonych, „Syjonizm”, s. 113, 114)

    Chrześcijanie nazywani są w Talmudzie w różny sposób, zwykle nazwami pejoratywnymi określającymi ogólnie nie-Żydów: akum, minim, edom i goim. Stosują się do nich te same zasady jak do innych innowierców: Żyd może goja zabić bezkarnie, a goj nie może pozbawić życia Żyda (ewentualny sąd nad zabójcą goja pozostawia się Bogu, nie sądowi ludzkiemu), kradzież własności goja nie jest przestępstwem. „Tylko Żydzi są ludźmi, goje nie są ludźmi, tylko bydłem” (Keritot 6b), „Goje zostali stworzeni, by służyć Żydom jako niewolnicy” (Midrasch Talpioh 225), „Ci, którzy starają się dobrze czynić akumowi, [...] po śmierci nie zmartwychwstaną” (Zohar, 1,25b), „Przyrost naturalny gojów musi być drastycznie ograniczony” (Zohar 11,4b), „Zakazano wam litować się nad innowiercami” (Jad Chazaka), „Stosunek seksualny z gojem jest jak stosunek ze zwierzęciem” (Ketubot 3b), „Domy gojów są domami zwierząt, ponieważ sami chrześcijanie nie są godni nazwy człowieka, bo są to najoczywistsze bydlęta na zewnątrz tylko podobne do ludzi” (Midrasch Talpioh f. 255d), „Nie będzie się człowiek [Żyd] przyłączał do nich [pogan], ponieważ podejrzewani są oni o zbrodnie rozlewu krwi” (Aboda 22a), jeżeli „goje przyjdą do domu swego bliźniego, by cudzołożyć z ich żonami i w  domu ich nie znajdują, wchodzą w związek zamiast z nimi – z bydlętami tam  będącymi” (Aboda 22b), „Stosunek płciowy goja jest jak parzenie się zwierzęcia” (Sanherid 74b, Tosefta), „Nasienie obcego jest nasieniem zwierzęcym” (Kutebot 3b, Tofesta), „Nie należy umieszczać zwierząt w zagrodach gojów, ponieważ podejrzewani są o skłonność do czworonożnych, i niech kobieta [Żydówka] nie łączy się z nimi, ponieważ są podejrzani o popęd do rozpusty” (Aboda 15b), „Pokolenie w ten sposób powstałe do tego stopnia jest plugawe, że może być porównane do nawozu” (Orach chaiim 55, 20)

V.           Ostatni zostają wywyższeni

    Żydzi postrzegani byli od zawsze jako uprzywilejowana ekonomicznie grupa społeczna. W 1170 r. Henryk II Plantagenet (1154-1189), ojciec Ryszarda Lwie Serce, podbił Irlandię dzięki sfinansowaniu wyprawy przez żydowskiego bankiera. Wydane za jego rządów, w 1186 r., rejestry podatkowe szacowały majątek osobisty Żydów na jedną czwartą bogactwa ogółu poddanych.

    Z czasem ukształtowała się bardzo silna i wpływowa inteligencka społeczność żydowska:

•  w latach osiemdziesiątych XVIII wieku Żydzi stanowili 3-4% ludności Austrii i aż 17% studentów uniwersyteckich, i 1/3 słuchaczy Uniwersytetu Wiedeńskiego,

•  w Prusach w latach 1910-11 r. stanowili 1% ludności i aż 17% studentów Uniwersytetu Berlińskiego, natomiast na Węgrzech stanowili 5% ludności i zajmowali 25% miejsc na uniwersytetach i 43% na Politechnice Budapesztańskiej,

• w 1886 r. stanowili ponad 40% studentów prawa i medycyny na Uniwersytetach w Charkowie i Odessie, stanowili 49% adwokatów w Odessie; żydowskich adwokatów w Petersburgu było między 22 a 42%, a praktykantów od 43 do 55%, w 1913 r. w Petersburgu żydowskich lekarzy było 17%, a dentystów – 52% (warto w tym miejscu zauważyć, że w 1914, wg Uniwersalnej Encyklopedii Żydowskiej, w Rosji mieszkało niecałe siedem milionów Żydów, stanowiących 4,2% ludności, przy czym główne skupisko na terenach rozbiorów Polski),

•  na przełomie stuleci w Wiedniu stanowili 62% adwokatów, połowę lekarzy i dentystów, 45% wykładowców na uczelniach medycznych i ¼ wykładowców w ogóle,

• w 1920 r. na Węgrzech stanowili 59,9% lekarzy, 50,6% adwokatów, 39,2% prywatnie zatrudnionych inżynierów i chemików, 34,3% wydawców i dziennikarzy,

•  w 1925 r. w Prusach stanowili 16% lekarzy, 15% dentystów, 25% adwokatów,

• w międzywojennej Polsce stanowili 56% lekarzy z praktyką prywatną, 43,3% prywatnych nauczycieli i wychowawców, 33,5% adwokatów i notariuszy, 22% dziennikarzy, wydawców i bibliotekarzy,

•  w 1918 r. stanowili 20% studentów Harvardu i 40% Columbii, a w 1920 r. stanowili 80 -90%  studentów City College i Hunter College w Nowym Jorku.

Powyższe zestawienie nie obejmuje Żydów nawróconych na chrześcijaństwo.

  Początki bankowości sięgają XIV wieku kiedy to tzw. bankierzy (włos. banchieri) (tak jak dzisiejsi straganiarze, cinkciarze i lichwiarze) dokonywali transakcji wymiany i lichwiarskiego pożyczania pieniędzy siedząc w ławkach (włos. banci) za stołami ustawionymi wprost na ulicy. Była to, w czasach kiedy istniało wiele różnych systemów monetarnych, profesja podła, niegodna rzemieślnika, bardziej gangsterska niż kupiecka, wymagająca często bezwzględności, chytrości i braku skrupułów (choć osoby trudniące się tym procederem zrzeszone były w gildii Arte del cambio). Ale potęga Medyceuszy, z których później wywodzili się trzej papieże (Leon X, Leon XI, Klemens VII), dwie królowe francuskie (Katarzyna Medycejska i Maria Medycejska), liczni książęta oraz bankierzy władców europejskich wyrosła na uprawianiu właśnie tego zawodu – pierwszy ich stragan mieścił się niedaleko zajazdu Cavalcantich (w okolicach dzisiejszej Via Porta Rossa i Via dell’Arte della Lana). Przed 1390 r. byli oni zresztą bardziej gangsterami niż rzemieślnikami zarabiającymi na wymianie pieniądza – w latach 1343-1360 co najmniej czterech Medyceuszy skazano na śmierć za najcięższe przestępstwa. Ale kiedy w 1458 r. papież Pius II (1458-1464) obejmował stolicę piotrową notował: „Kwestie polityczne rozstrzygają się w jego [Kosmy Medyceusza] domu. Wskazani przez niego ludzie obejmują najwyższe urzędy w państwie […]. To on decyduje o wojnie i pokoju i on ustanawia prawa […]. To on jest królem choć formalnie nie sprawuje władzy […]”. Podobny proceder uprawiali Żydzi w Wenecji … ale zrobili karierę bez porównania okazalszą niż Medyceusze. W 1848 r. mówiono o wychowanku żydowskiego getta we Frankfurcie Nathanie Rothschildzie (1777-1836): „Właściciel bezgranicznych bogactw chełpi się tym, że decyduje dziś o wojnie i pokoju na świecie, a pozycja poszczególnych krajów zależy od jego jednego skinienia. Koresponduje z niezliczoną liczbą osób, a do swej dyspozycji ma więcej kurierów niż którykolwiek książę lub monarcha. Ma na swoim żołdzie licznych ministrów. Potężny i posiadający wpływy w gabinetach rządowych na kontynencie, chce także przejąć kontrolę nad naszym rządem”. Pisali o nim historycy: „Rothschild zna wszystkich europejskich książąt i każdego gońca giełdowego. Zna na pamięć wszystkie ich rachunki, rachunki dworzan i rachunki królów. Rozmawia z tymi ludźmi nie zaglądając nawet do swych ksiąg. I powiada np. do któregoś z nich: «Nie uzyska pan u mnie kredytu jeśli mianuje pan tego a tego ministra». Benjamin Disraeli (1804-1881), premier Wielkiej Brytanii w roku 1868 i ponownie w latach 1774-1880, pobożny i praktykujący Żyd napisał o Rothschildach: „Oni zdominowali światowe rynki pieniężne, można by rzec, że w istocie nadzorują wszelkie interesy. Rothschildowie wykorzystują całą sumę wpływów podatkowych w południowych Włoszech jako kapitał hipoteczny. Królowie i ministrowie ze wszystkich krajów Europy postępują tak, jak dyktują im Rothschildowie”. Rothschildowie i Disraeli mówili o sobie wzajemnie: „najlepszy i najbardziej wiarygodny przyjaciel rodziny” lub „mój najlepszy przyjaciel”. Disraeli i jego żona Mary Anne nie mieli dzieci, a cały majątek przepisali córce małżeństwa Charlotte Rothschild (1819-1884) i Lionela Rothschilda (1808-1879) – Evelina Gertrude Rothschild (1839-1865).

  Sam Nathan Rothschild przekonywał: „Żadna intryga nie osłabi N.[athana] M.[eyera] Rothschilda, który ma pieniądze, potęgę i władzę […]. Król pruski, książę Hardenberg i minister [Skarbu Christian] Rother powinni być wdzięczni Rothschildowi, który posyła im tak wiele pieniędzy [i] udziela Prusom tak dużej pożyczki”. A innym razem: „Nie dbam o to jaka marionetka jest umieszczana na tronie królewskim by panować nad tym wielkim imperium, nad którym nigdy nie zachodzi słońce. Ten, kto kontroluje podaż pieniądza w Imperium Brytyjskim, ten kontroluje Imperium Brytyjskie. A tym człowiekiem jestem ja”. W swoim testamencie napisał m.in.: „Małżeństwa członków rodziny [Rothschildów] mogą być zawierane tylko między kuzynami aby uniknąć rozproszenia i odpływu majątku. Obowiązuje absolutny zakaz ujawniania wartości środków trwałych istniejącego majątku. […] Każdy kto ośmieli się złamać którąś z powyższych zasad, ma zostać pozbawiony prawa do spadku”.

   Autor znaczącego studium o imperializmie, w którym dowodził, że u podstaw powstania imperializmu leżała potrzeba zainwestowania nadwyżek finansowych powstałych z wyzysku mas, zapytywał: „Czy ktokolwiek przypuszcza, że jakieś państwo europejskie mogłoby zaangażować się w poważną wojnę lub zaciągnąć znaczącą pożyczkę bez zgody Rothschildów i powiązanych z nimi osób?” W 1912 r. Żydzi stanowili 20% wszystkich milionerów w Wielkiej Brytanii i Prusach, w okresie 1908-11 w Niemczech stanowili 0,95% ludności i aż 31% najbogatszych rodzin,  na Węgrzech  w okresie międzywojennym aż 90% całego przemysłu było pod kontrolą kilku spokrewnionych żydowskich rodzin bankierskich (w 1921 r. Żydzi stanowili 87,8% grających na giełdzie i 91% członków stowarzyszenia pośredników walutowych), w 1875 r. Żydzi stanowili 70% kupców w Kurlandii, 75% w Kownie, 76% w Mohylewie, 81% w Czernihowie, 86% w Kijowie, 87% w Mińsku, i po 96% na Wołyniu, w Grodnie i na Podolu, a w latach 1828-1832 byli właścicielami 93,3% nieszlacheckich zakładów przemysłowych na Wołyniu.

    Żydom często przypisywano dążenia wywrotowe i budowanie komunizmu. Już w 1797 r. francuski jezuita Augustin Barruel (1741-1820) oskarżył Żydów o wywołanie rewolucji francuskiej (Mémoires pour servir à l’Histoire du Jacobinisme), a po nim poglądy te głoszone były niemal powszechnie.

Projekt założenia FED czyli prywatnego banku centralnego Stanów Zjednoczonych był autorstwa Paula Moritza Warburga (1868–1932), urodzonego w Niemczech Żyda z bogatej rodziny Warburgów. Do rodziny Warburgów należy m.in. UBS AG z siedzibami w Bazylei i Zurichu. UBS AG działa w ponad 40 krajach, zatrudnia około 64 tysiące pracowników i ma majątek trwały wartości 2,2 bln franków szwajcarskich. Udziałowcami i założycielami FED – prywatnego banku centralnego Stanów Zjednoczonych byli m.in. wywodzący się ze środowisk żydowskich wspomniany Paul Warburg, Jacob Henry Schiff (1847–1920), James Jewett Stillman (1850–1918). Największy kryzys gospodarczy w historii tzw. Wielki Kryzys 1929-1933 wywołany został zdaniem większości ekonomistów działaniami FED. „W latach 1929-33 polityka redukcji podaży pieniądza doprowadziła do zmniejszenia jego ilości w obiegu do jednej trzeciej co doprowadziło do Wielkiego Kryzysu” (Milton Friedman). Ten największy w historii USA kataklizm senator McFadden opisywał: „W tych dniach tylko w jednym stanie na aukcjach wystawiane i sprzedawane są nieruchomości i farmy w liczbie do 60 tysięcy dziennie. W hrabstwie Oackland Michigan 70 tysięcy właścicieli domów i farm zostało wyrzuconych na bruk. Podobne historie zdarzają się teraz w każdym amerykańskim hrabstwie”.

Od narodzin komunizmu po koniec XIX wieku, a szczególnie wraz z zakończeniem II wojny światowej i upadku idei państw narodowych, wzrasta znaczenie środków masowej komunikacji. Ustroje państw, których jesteśmy obywatelami w większym stopniu zależne są od opinii mediów tzw. mediokracja aniżeli woli obywateli tzw. demokracja. Media kształtują zbiorową wyobraźnię narodów, wyznaczają wartości i wytyczają rytm codziennych czynności każdego z nas. W obecnej dobie globalizacji ukształtowała się silna ponadnarodowa struktura, symbioza kapitału i mediów, która zawładnęła wyobraźnią społeczeństw. Na ten aspekt zwracał szczególną uwagę Henry Ford (1863-1947), przemysłowiec amerykański, założyciel Ford Motor Company, niegdyś najbogatszy człowiek świata: „Żydostwo jest najściślej zorganizowanym mocarstwem na świecie, jest ono nawet bardziej spoiste niż imperium brytyjskie. Tworzy państwo, którego obywatele są bezwzględnie lojalni, gdziekolwiek się znajdują, bogaci i ubodzy bez różnicy. Nazwa nadawana temu państwu w Niemczech, nazwa, która krąży na całym świecie brzmi „Wszechjudea”. Środkami potęgi państwa Wszechjudei są kapitał i prasa, czyli pieniądz i propaganda. Wszechjudea jest jedynym mocarstwem, które sprawuje władzę światową, wszystkie inne państwa mogą sprawować jedynie rządy poszczególnych krajów. Główna kultura Wszechjudei polega na dziennikarstwie; techniczne, naukowe, literackie przejawy kultury żydostwa współczesnego są przejawami na wskroś dziennikarskimi. Wynika to z przedziwnego talentu, jaki posiadają Żydzi, do przejmowania myśli innych ludzi. Kapitał i dziennikarstwo jednoczą się w prasie dla wytworzenia politycznego i duchowego narzędzia władzy żydowskiej”. „Łamy prasy ogólnej stoją dziś otworem dla przesadnych artykułów na pochwałę wszystkiego co żydowskie, (czego próbki można oglądać niemal wszędzie) a prasa żydowska w Stanach Zjednoczonych liczebnie bardzo silna, wzięła sobie za zadanie udzielania nagan”. Baron Montefiore, Żyd, miał jakoby wyrazić się: ‚O czym tu gadać? Dopóki nie mamy prasy całego świata w swoich rękach, wszystko, cokolwiek zrobimy, jest daremne. Musimy kierować prasą lub mieć wpływ na gazety całego świata, ażeby tumanić i oszukiwać ludzi‚.

Własnością Żydów są trzy największe sieci telewizyjne: CBS (założona przez rosyjskiego imigranta Paleya), NBC (założona także przez rosyjskiego imigranta Davida Sarnoffa), ABC (założona przez Leonarda Goldensona). Żydzi są także właścicielami wszystkich największych, opiniotwórczych dzienników i tygodników. „New York Times” (wydawca Arthur Ochs Sulzberger), „Washington Post” (właściciel i wydawca Katherine Meyer Graham), „Newsweeka” (właściciel Katherine Meyer Graham), „Wall Street Journal” (właściciel Peter R. Kann), „Times” (wydawca Gerald Levin), „U.S. news and World Report” (wydawca Mortimer Zuckerman).

VI.        Społeczne  kryterium prawdziwości w nauce

Dlaczego występuje stukrotna w stosunku do liczby ludności nadreprezentacja Żydów w świecie nauki, w tym także wśród laureatów Nagrody Nobla? Społeczne (i medialne) mechanizmy funkcjonowania nauki powodują, że spośród kilkudziesięciu naukowców na całym świecie badających ten sam niewielki wycinek naszego otoczenia zaledwie jeden lub dwóch wypłyną na szerszym forum, pozostali umrą bezimienni. W promieniach sławy grzać się będą tylko ci, których dostrzegą media. To media, które zawładnęły naszą zbiorowa wyobraźnią, nie tylko wybierają „uprawnionych do sławy”, ale nawet z zasady decydują o kryteriach prawdziwości w nauce.

Badania nad zapamiętywaniem zwanym czasami utrwalaniem informacji zapoczątkowane w XIX w. przez pioniera badań eksperymentalnych nad pamięcią werbalną Hermanna von Ebbinghausa (1850-1909) i rozwijane w latach 50. i 60. XX w. udowodniły, że efektywny proces uczenia polega na cyklicznym powtarzaniu utrwalonych w nas informacji. Każda niepowtórzona informacja, choćby najbardziej odkrywcza i istotna dla naszego życia, ulegnie zatarciu jeśli nie będzie cyklicznie powtarzana. Według psychologów zajmujących się procesem uczenia optymalne przyswajanie materiału następuje poprzez liczne powtórzenia: po 10 minutach – 5 minut powtarzania, po 1 dniu – 5 minut powtarzania, po tygodniu – 3 minuty powtarzania, po miesiącu – 3 minuty powtarzania, po 6 miesiącach – 3 minuty powtarzania. Dowiedziono, że taki rozkład powtórzeń daje wyniki o 400% lepsze aniżeli w tradycyjnych metodach. Pozostawmy zatem mediom, jak ma to miejsce obecnie, swobodę w redagowaniu przekazu dla mas, a bardzo szybko przekonamy się, jak metodami wybiórczych powtórzeń, utrwalą w nas przekonania odpowiadające przekonaniom lub interesom ich właścicieli.

Na początku powyższego rozdziału pisaliśmy, że niekoniecznie trzeba znać teorię supersymetrii, teorię grawitacji, teorię ewolucji czy teorię zachowania energii, żeby zbudować komputer, a bez znajomości jakobianów, gradientów, tensorów czy liczb urojonych można zbudować pojazdy kosmiczne … Nauka może chadzać wieloma różnorodnymi drogami, z których każda jest jednakowo prawdziwa to znaczy jednakowo skuteczna. Nauka jest takim samym ćwiczeniem wyobraźni jak sztuka, filozofia czy religia, która z jej koncepcji zdominuje nasza wyobraźnię jest często wyłącznie sprawą gry społecznej i „głosowania” wśród decydentów. Wiele teorii jest jednakowo prawdziwych, znacznie mniej dostępuje sławy uznania za prawdziwe. Ich wybór należy do dysponentów mediów …

Jak już o tym pisaliśmy jedynym niekwestionowanym kryterium prawdziwości w nauce jest jej przydatność, nie ma innych powszechnie akceptowanych kryteriów. Teoria jest prawdziwa jeśli możemy ją zastosować, jeśli wynikają z niej następstwa mające znaczenie dla jakości naszego przeżycia. Przydatność dla gatunku ludzkiego jest związana z zaspokojeniem dowolnej potrzeby tego gatunku. Jeżeli nie występuje zaspokojenie potrzeby to nie możemy mówić o przydatności teorii. Potrzeby, o czym doskonale wie każdy sprzedawca zarówno ten, który nachalnie sprzedaje owoce na bazarze w Jerozolimie jak i ten, który handluje najnowocześniejszymi czołgami służącymi do zabijania „innych” bliźnich, są kształtowane przez sprzedawców. To sprzedawca w znacznym stopniu kreuje nasze potrzeby. To media kreują nasze potrzeby; widać to najlepiej na przykładach dziesiątek kolorowych czasopism „dla kobiet”, które wypełnione są „śmieciową” treścią, za to utrzymywane finansowo przez reklamodawców-dystrybutorów najrozmaitszych towarów. Gdyby odpowiednio nie „uświadamiały” nas reklamy po wiele z tych „cudownych”, „nowej generacji” towarów nigdy byśmy nie sięgnęli.

Dominują obecnie trzy szkoły definiowania „prawdy”: klasyczna, koherencyjna i pragmatyczna.

Pierwsza z nich, klasyczna, wychodzi z założenia o realności i jednoznaczności otaczającego nas świata i została w sposób zwięzły wyrażona zarówno przez Platona (427–324 p.n.e.): „to twierdzenie będziemy uważali za fałszywe, które mówi, że istnieje to czego nie ma”, a także Arystotelesa (384-322 p.n.e.) : „mówić, że to, co jest, nie jest, a to, co nie jest, jest, to fałsz, zaś mówić, że to, co jest, jest, a to, co nie jest, nie jest, to prawda”. Podobne definiowanie „prawdy” i „fałszu” występowało także w okresie późniejszym u Johna Locka (1632–1704) i  Immanuela Kanta (1724–1804).

Druga ze szkół, koherencyjna, wyznawana głównie przez środowiska naukowe, twierdzi, że prawdą jest tylko to co jest spójne z wyznawanymi poglądami, tylko te sądy są prawdziwe, które przyczyniają się do porządkowania świata człowieka. Zwolennicy tego poglądu wychodzą z założenia, że wszystko w świecie jest ze sobą powiązane, a świat ma charakter rozumny. Warunkiem koniecznym i wystarczającym uznania dowolnego twierdzenia za prawdziwe jest jego przynależność do spójnego systemu. Nasuwa się w tym miejscu uwaga, że „prawdą” w tej szkole jest to co człowiekowi, w szczególności naukowcowi, pasuje za prawdziwe uznać. Poza tym, systemów i spójnych i logicznych, a jednak nieprawdziwych możemy w dowolnej chwili wygenerować dowolną ilość.

Trzecia ze szkół, pragmatyczna, stoi na stanowisku, że prawdą jest sąd co do którego mamy powszechne przeświadczenie (Ch. S. Peirce (1839–1914): „Przez prawdę rozumiemy przeświadczenie, którego ostatecznym przeznaczeniem jest to, że zgodzą się nań wszyscy badacze” a innym razem raczej ironicznie „jest tym, co mówią uczeni, gdy dochodzą do końca swojej pracy”)  lub sąd przydatny w działaniu (J. Devey (1859-1952) : „Jeśli idee, znaczenia, koncepcje, pojęcia, teorie, systemy… skutecznie spełniają one zadania są rzetelne, solidne, ważne, dobre, prawdziwe. Jeśli nie udaje im się rozjaśnić niejasności, usuwać braków, jeśli zwiększają niejasność, niepewność i zło – są fałszywe”). Nie sposób nie zgodzić się z opinią, że zdefiniowana w ten sposób prawda wykazuje zależność od doraźnych potrzeb człowieka. Czy, zatem, rozprawianie o „prawdzie”, kiedy nawet nie wiemy czym ona jest, ma jakikolwiek sens? Czy „prawda“ w ogóle istnieje?

    Podobny mechanizm występuje w nauce, to media kształtują nasze zapotrzebowanie na określone produkty naukowe (omawialiśmy już wcześniej m.in. wpływ mody na dynamikę rozwoju różnych obszarów nauki). Kiedy media, w tym także te najbardziej prestiżowe (i przede wszystkim aspirujące do roli bycia naukowymi) wykształcają zapotrzebowanie na teorię w określonym obszarze, wówczas elity społeczne stają się wyrazicielem tych potrzeb. A wówczas mniej albo bardziej oczekiwanie znajduje się rozwiązanie, które zaspakaja wytworzoną potrzebę i ze zdumieniem zauważamy, że jego autorem jest amerykański Żyd, ewentualnie inny członek amerykańskiej społeczności. Nawet w naukach społecznych takich jak socjologia, psychologia i nauki pokrewne (choć właściwie w sensie anglosaskim nie są to nauki, ale zasoby wiedzy) niczym nieusprawiedliwiona dominacja członków amerykańskiej społeczności jest porażająca, chociaż w tych dziedzinach nie jest to niczym usprawiedliwione! A przecież psychologia, filozofia, nauki społeczne i pokrewne nie wymagają żadnych wysoko rozwiniętych technologicznie narzędzi, wystarczy kartka papieru i ołówek. Czy naukowcy z Afryki, Azji, Ameryki Południowej czy w mniejszym stopniu Europy (szczególnie wschodniej) w sposób istotny ustępują intelektualnie naukowcom amerykańskim także w dziedzinach, w których technologia nie odgrywa żadnego znaczenia? Biorąc pod uwagę proporcje wkładu w rozwój nauk nie wymagających do prowadzenia badań zaawansowanych technologii pomiędzy uczonymi amerykańskimi a resztą świata należałoby uczciwie stwierdzić, że poza Ameryką prowadzą badania wyłącznie uczeni mierni, w najlepszym układzie nie naukowcy, ale propagatorzy wiedzy. Ameryka to kraina geniuszy, reszta świata zamieszkała jest przez imbecyli, kretynów, idiotów i niewartych uwagi mitomanów.

Czy pewien jesteś, że poza Ameryką żyje „podlejszy sort” naukowców? A jednak obraz kreowany przez media (i te naukowe, wysoko specjalistyczne, popularne, informacyjne, i te „śmieciowe”) nie pozostawia nam żadnych złudzeń – cała mądrość ludzkości przychodzi z Ameryki, a Żydzi są jej mózgiem.       

Nauka jest towarem zaspakajającym społeczną potrzebę ciekawości, dodajmy potrzebę najpierw wykreowaną. Najpierw dowiadujemy się z publikatorów czego my jako społeczność chcemy, co jest nam do życia szczególnie niezbędne, potem obwieszczane jest nam rozwiązanie. Na scenę wchodzi w blasku reflektorów bohater, geniusz, który wydobył dla nas z mroków prawdę bardzo głęboko ukrytą, wydarł ją matce naturze. Oddychamy z ulgą, bijemy jak oszaleli brawa, wiwatujemy. Tak, to prawda, że jest on naukowcem amerykańskim i do tego najczęściej Żydem, ale do tego już zdążyliśmy się przyzwyczaić. Ważne, że jak Prometeusz znów przyniósł dla nas ludzi ogień, dla wszystkich ludzi.

Media nie widzą i nie chcą widzieć, bo nie mają w tym żadnego interesu, że nauka, która przecież nie jest obiektywna i jest tylko częścią kultury tak różnej w różnych częściach globu, rozwija się także poza Ameryką. Media, w sposób bardziej lub mniej świadomy, promują „swoich”. Kierują się przy tym logiką Kalego z „Przygód Robinsona Cruzoe” Daniela Defoe: „jeśli Kali komuś ukraść to dobrze, jeśli ktoś Kalemu ukraść to źle”. Zatem kultura amerykańska jest cool, inne kultury są be (nawet jeśli poprawność polityczna nie pozwala nam tego głośno powiedzieć).

W powszechnej opinii autorem teorii heliocentrycznej był Mikołaj Kopernik, teorii ewolucji Karol Darwin, odkrywcą psychoanalizy – Sigismund Freud, a binominalnego nazewnictwa świata organicznego – Karol Linneusz. Historia bywa jednak przewrotna … Kiedy się bliżej przyjrzymy historiom tych ludzi zauważamy, że ani myśl Kopernika nie była oryginalna, co zresztą, uczciwie zaznaczył on we wstępie do swojego De revolutionibus i co opisaliśmy w podrozdziale Przewrót kopernikański czyli o tym jak nieoryginalna i drugorzędna teoria stała się jednym z największych osiągnięć nauki i symbolem rewolucyjnych zmian ani Darwin nie był autorem teorii ewolucji, a jej autorstwo uczciwie należałoby przyznać młodszemu, pochodzącemu z niższej warstwy społecznej Alfredowi Russelowi Wallace’owi (1823-1913), który teorię ewolucji wyłożył Darwinowi w liście (z 9.03.1858 r.) o ponad rok wyprzedzającym publikację jego On the Origin of Species (22.11.1859 r.); w zasadzie to tylko ustosunkowani przyjaciele Darwina geolog Sir Charles Lyell (1797-1875) i botanik Sir Joseph Dalton Hooker (1817-1911) zapewnili mu na przekór obiektywnej prawdzie autorstwo teorii ewolucji; póżniej, zresztą, Wallace w 1864 r. napisał szczerze do Darwina: „Mój artykuł nie przekonałby nikogo i zostałby jedynie potraktowany jako ciekawe domysły, natomiast pana książka zrewolucjonizowała studia nad Przyrodą i pociągnęła za sobą największe umysły naszego wieku” … ani Żyd Sigismund Szlomo Freud (1856-1939) nie był odkrywcą psychoanalizy, bo w tym samym okresie żyło co najmniej trzydziestu naukowców, którzy stosowali psychoanalizę m.in. Josef Breuer (1842-1925) – któremu nawet sam Freud przyznawał jakiś czas rolę sprawczą w odkryciu psychoanalizy, Wilhelm Fliess (1858-1928), a także Karl Abraham (1877-1925), Alfred Adler (1870-1937), który razem z Wilhelmem Stekelem (1868-1940) założył „Zentrallblatt der Psychoanalyse” (1911), Carl Gustav Jung (1875-1961) – pomysłodawca i pierwszy prezes Międzynarodowego Stowarzyszenia Psychoanalitycznego (1910), Sándor Ferenczi (1873-1933), a także Hans Sachs (1881-1947) i Otto Rosenfeld vel Rank (1884-1939), dwaj założyciele i wydawcy czasopisma „Imago – Zeitschrift für die Anwendung der Psychoanalyse auf die Geisteswissenschaften” (1912), czy założyciel „American Psychoanalytical Association” Ernest Alfred Jones (1879-1958), który miał powiedzieć: „All Jews have to resign from Berlin Society. Deplorable as it would be, I should still say that I prefer Psychoanalysis to be practiced by Gentiles in Germany than not at all and I hope you agree” (wśród wczesnych psychoanalityków niemal wszyscy byli Żydami)ani pomysł binominalnego nazewnictwa organizmów nie jest autorstwa Karola Linneusza, ale żyjących półtora wieku wcześniej braci Gaspard i Jean Bauhinów. Historia bywa niesprawiedliwa. Aż chce się powiedzieć, że nieważne kto i jak głosuje, ważne kto liczy głosy, nie jest ważne kto i co opublikuje, ważne jest kto i jak to opisze.

  Co roku, co miesiąc, co dnia w różnych zakątkach globu powstają najróżniejsze teorie. Większość z nich pozostanie na zawsze wyłącznie na kartach naukowych, trzeciorzędnych periodyków, które je opublikują i nigdy nie przebiją się do społecznej świadomości. O niektórych usłyszy wąskie grono osób pozostających w bliskich relacjach z autorem teorii. Ogromna większość, o ile w ogóle zostanie dostrzeżona,  zostanie zapomniana w okresie pierwszego roku od publikacji … Często różnice między teoriami sprowadzają się do tych wynikających z osobowości autora i ze stosowanego przez niego słownictwa. Co powoduje, że często z kilku niemal identycznych teorii przeżywa tylko jedna? Podstawowa prawidłowość skutecznego zarządzania zespołami ludzkimi głosi: „na nic racje jak nie masz relacji”. Nawet najsilniejsze racje nie są nic warte jeśli ich propagator nie ma właściwych relacji w środowisku. Każdy doktorant wie, że co najmniej dwie trzecie sukcesu jego dysertacji doktorskiej wynika z pozycji promotora, nie więcej jak jedna trzecia to wkład pracy, pomysłowości i zabiegów doktoranta. To te relacje właśnie powodują, że najpierw zostaje wytworzona społeczna potrzeba wykreowania określonej teorii, a następnie zostaje ona zaspokojona. Występuje w tym przypadku mechanizm samospełniającej się przepowiedni. Media żyją własnym życiem, kreują w sposób sztuczny rzeczywistość i każą nam wierzyć, że są obiektywne. W rzeczywistości rządzą nimi mechanizmy służące im samym i ich właścicielom. Samouwielbienie, które jest najsilniejszym elementem kultury żydowskiej powoduje w tym wypadku powstawanie ogromnego efektu „wartości dodanej”, co przekłada się na przytłaczającą dominację tej nacji nad całą resztą świata.

Odpowiednio „pracując” nad wyobraźnia społeczną można nawet dowieść, że  „pierwszy rozdział Księgi Rodzaju, w przeciwieństwie do innych starożytnych kosmogonii, znakomicie się zgadza w najważniejszych punktach ze współczesnymi, naukowymi koncepcjami powstania wszechświata, nie wyłączając teorii „wielkiego wybuchu„. I taki pogląd jest obecnie obowiązujący …

VI. Postscriptum

    Kultura i nauka, która jest jej częścią, jest tworzona przez całą ludzkość. Nauka, w najlepszym przypadku jest intersubiektywna, inna nie tylko dla każdego z gatunków zamieszkujących naszą planetę, ale różna także dla różnych kultur ludzkich. Szczególnie nauka lub dziedziny wiedzy, które nie wymagają zaawansowanych technologii. Mechanizmy, które sterują naszym życiem społecznym uprzywilejowują tylko jedną kulturę ogólnie rozumianego Zachodu, w szczególności Ameryki. Ci którzy są w ogromnej części dysponentami władzy, pieniędzy i mediów czyli naród przez Jahwe wybrany każą nam wierzyć, że kaganek oświaty dla całej ludzkości dzierżą jego przedstawiciele. Niegdysiejsi pogardzani i „ostatni” z ludzi stali się, w dużej mierze dzięki wewnątrz narodowej solidarności, pierwszymi.

    Historia człowieka, którą datujemy od wynalezienia pisma, ma raptem pięć tysięcy lat. Z regularnością większą niż zachodzenie zmian w przyrodzie „normy” rządzące zachowaniem społeczności ludzkich zmieniają się ze skrajności w skrajność. Jestem przekonany, że dożyjemy czasów, w których postęp naukowy w porównywalnym stopniu będzie udziałem „narodu wybranego” co Benińczyków, Boliwijczyków, mieszkańców Burkina Faso, Burundi, Czadu, Dominikany, Gwinei, Hondurasu, Mali, Nigru, Rwandy, Salwadoru, Senegalu,