Czym zatem jest nauka?

    Kiedy poznajemy historię twórczej działalności człowieka w takim rozumieniu jak religia, sztuka, nauka, filozofia ze zdumieniem zauważamy, że obok ich wytworów bez wątpienia genialnych, występują całkiem przeciętne, a czasem nawet prostackie i naiwne. Historia wytworów człowieka nie jest wypełniona najlepszymi ideami, jakie ten stworzył na przestrzeni swojej historii tj. ostatnich pięciu tysięcy lat. Analogicznie, historia dyscyplin naukowych obfituje w pomysły mierne i byle jakie, często z powodu swojej śmieszności po latach stanowiące pożywkę dla humorystów, których z zasady autorami byli naukowcy tej najprzedniejszej miary co Arystoteles (384 p.n.e. – 322 p.n.e.), Roger Bacon (ok. 1214-1292), William Harvey (1578–1657), Johannes Kepler (1571–1630), Tycho de Brache (1546–1601), Galileusz (1564–1642), Kartezjusz (1596–1650), Isaac Newton (1643–1727), Immanuel Kant (1724–1804), Gotfried Wilhelm Leibniz (1646–1716), Edmund Halley (1656–1742), Leonhard Euler (1707–1783), Robert Mayer (1814–1878), Lord Kelvin (1824–1907) czy najwyższy autorytet w dziedzinie biologii w ZSRR, ośmiokrotny kawaler Nagrody Lenina i trzykrotny laureat Nagrody Stalina, Bohater Pracy Socjalistycznej (1945 r.), prezes Ogólnozwiązkowej Akademii Nauk Rolniczych im. W. I. Lenina – Trofim Denisowicz Łysenko (1898–1976). Podobnie o co najmniej połowie laureatów Nagrody Nobla można śmiało powiedzieć, że nieuhonorowanie ich tym cieszącym się najwyższym prestiżem wyróżnieniem byłoby postępowaniem zgodnym ze społecznym poczuciem sprawiedliwości!

    Każdy wytwór myśli człowieka jest takim samym towarem jaki znajdujemy na sklepowych pólkach i bazarowych straganach. W szczególności dotyczy to wszelkich produktów naukowych: teorii, hipotez, twierdzeń, postulatów i aksjomatów, terminologii itp. Aby jakikolwiek produkt naukowy mógł być uznany za prawdziwy (przydatny) musi być zaakceptowany przez społeczność naukowców, co najmniej przez większość tych, którzy są reprezentatywni w zakresie, którego produkt naukowy dotyczy. Każdy produkt naukowy (teoria, hipoteza, twierdzenie itp.) aby funkcjonował w przestrzeni naukowej musi zostać przez jego autora „sprzedanym” innym uczestnikom „naukowego rynku”, innymi słowy naukowcy muszą zostać skłonieni do „zakupienia” na własny użytek oferowanego przez autora produktu (teorii, hipotezy, twierdzenia itp.). Naukowcy są nie tyle zainteresowani oferowanym produktem naukowym co implikacjami związanymi z jego przyjęciem (kto zyska, kto straci).

    W praktyce ekonomicznej zwykło się wyodrębniać cztery czynniki decydujące o powodzeniu produktu na rynku (tzw. „nieśmiertelne” cztery „P”: product, price, promotion, place), są to:

a) produkt, a właściwie jego właściwości tj. co nowego wnosi dana teoria, hipoteza, twierdzenie i to nie tylko do nauki, ale także jej szeroko pojętego otoczenia; jakie z ich pomocą mogą zostać rozwiązane dotychczasowe problemy; jakie nowe implikacje powoduje w danej dziedzinie wiedzy i otoczeniu naukowym, w szczególności czy i w jaki sposób zmianie ulegną strumienie zaangażowanych środków finansowych;

b)  cena tj. jak dużych zmian należałoby dokonać w sposobie postrzegania przedmiotu do którego odnosi się dany produkt, jaki nakład pracy należałoby ponieść, żeby sobie dany produkt przyswoić; jaki jest bilans ewentualnych korzyści i kosztów;

c) promocja tj. jaki ośrodek naukowy firmuje dany produkt naukowy; w jakim periodyku nastąpiła publikacja lub na jakiej konferencji produkt został przedstawiony; jakimi nagrodami uhonorowano autora;

d) dystrybucja – kanały dystrybucji są proporcjonalne do występującej promocji – teoria wylansowana na MIT, Harvardzie, Cambridge czy Oxfordzie, kilkakrotnie publikowana w periodykach naukowych rangi Nature, Lancet czy Science (publikacje ISIInstitute for Scientific Information), której autor nagrodzony został amerykańskim Narodowym Medalem Nauki, Nagrodą Kyoto, Nagrodą Wolfa, że nie wspomnę o Nagrodzie Nobla, zostanie bez zbędnej zwłoki powszechnie zaakceptowana i uznana za obowiązującą; z drugiej strony, teorią wygenerowaną przez genialnego doktora Uniwersytetu w Play Cu w Wietnamie czy Uniwersytetu w Al Qadarif w Sudanie nie zainteresuje się pies z kulawą nogą, nawet gdyby była ona jakościowo lepsza i bardziej użyteczna niż ta powstała w renomowanych ośrodkach akademickich. A nawet jeśli zostanie ona dostrzeżona przez świat naukowy to szybko przypisze się dla niej „naukowo poprawnego” autora z Zachodu. Nota bene, teorię Wielkiego Wybuchu nazywano pierwotnie „kosmologią Friedmanna” (Rosjanina), a obecna teoria powstania życia Oparina-Haldane’a została sformułowana w 1924 r. przez Oparina, także Rosjanina, w dodatku ze Związku Radzieckiego.  

    Produkty naukowe funkcjonują na rynku naukowym. Żaden rynek nie jest naprawdę wolnym rynkiem, na którym sukcesy odnoszą sprzedawcy najlepszych towarów, za to absolutnie każdy rynek rządzi się swoimi prawami. Odnieść sukces na rynku można nawet i z poślednim towarem jeśli zna się reguły funkcjonowania rynku.

    Na początku tego rozdziału pisałem, że wiele jest dróg, które prowadzą stworzenia cywilizacji technologicznej czyli do umiejętności budowy statków, autostrad, aut, samolotów, statków kosmicznych, komputerów, robotów, drapaczy  chmur, tuneli itp. Nie trzeba koniecznie dla ich wytworzenia znać takich wydawałoby się elementarnych pojęć jak fale, pola elektryczne czy magnetyczne, siły, moce, prądy, wektory, różniczki, tensory, ani tak wymyślnych jak jakobiany, całki Darboux, Russo-Vallois, Daniella-Stone’a,  Henstocka-Kurzweila, Gelfanda, Dunforda, McShane’a, Bochnera czy całka Lebesgue’a, przestrzenie Hiberta, Hausdorffa, Banacha czy Frécheta, kwadryki, mnożniki Lagrange’a, przekształcenia afiniczne czy konforemne itd.  Każda inna cywilizacja mogła stworzyć inny całkowicie różny od naszego aparat pojęciowy. Dalej, poznając historię nauki zauważamy, że nie było w niej ani jednej teorii, o której moglibyśmy powiedzieć, że była i jest nadal prawdziwa. Warunkiem koniecznym absolutnie każdej teorii naukowej jest jej falsyfikowalność, z której to cechy następne pokolenia naukowców skwapliwie korzystają. Z góry można przewidzieć, że każda nowa teoria, która powstanie jest fałszywa w tym sensie, że kiedyś zastąpiona zostanie przez inną. A jednak stosując tą fałszywą teorię udało nam się skonstruować bombę wodorową, wylądować na Księżycu i zbudować wysoką na 828 m i mającą 169 pięter wieżę Chalify (Burdż Chalifa).

    Czy jednak jest tak, że tworzenie przez nas nauki przypomina wznoszenie budowli w tym sensie, że kolejne teorie stanowią ciągłość i w sposób coraz bardziej prawdziwy opisują nasze otoczenie? Paul Karl Feyerabend i Thomas Kuhn skutecznie to zakwestionowali. W szczególności, obecnie nawet najbardziej optymistyczni naukowcy akceptują fakt, że paradygmaty nie są kolejnymi przybliżeniami dla bliższego prawdzie postrzegania naszego otoczenia, ale tak wpływają na naukę jak rewolucje społeczne na organizację życia społecznego. Naukowe postrzeganie naszego otoczenia i organizacja życia naukowego są analogiczne do tych relacji, które były właściwe dla pierwotnej wspólnoty, niewolnictwa, feudalizmu, kapitalizmu, socjalizmu, komunizmu. Nie łączę wprost tych dwóch obszarów, wskazuję tylko na zmienność natury ludzkiej w każdym obszarze aktywności człowieka.

    Jeśli rywalizują ze sobą dwie różne teorie naukowe to zwycięży z całą pewnością nie ta którą bardziej dokładnie zweryfikuje doświadczenie, ale ta, która bardziej skutecznie zapanuje nad wyobraźnią naukowców. W nauce tak jak w życiu społecznym jest wiele dróg, które prowadzą do uspokojenia nastrojów wśród naukowców, uspokojenia i zadowolenia z osiągniętych rezultatów. Orzekanie o prawdzie i fałszu w nauce oddaliśmy na wyłączność naukowcom – to oni, a nie doświadczenie orzekają o przydatności każdej teorii naukowej. Powoływanie się w nauce na doświadczenie naukowe ma podobną wartość jak powoływanie się na wolę Boga w religii, jedne i drugie jest owocem bardziej lub mniej uświadomionej machinacji ludzkiej. W konsekwencji dostatecznie liczne i trwałe lobby naukowców jest w stanie zawłaszczyć i przypisać sobie autorstwo „największych” teorii naukowych. „Zakon” naukowców nie odbiega w tym sensie od kapłanów „zawłaszczających” sobie religię i wiedzących zawsze lepiej od przeciętnego zjadacza chleba o tym co bogu czy bogom bardziej się podoba, a co jest przez niego ganione i potępiane. Podobny mechanizm działa w sztuce; to artyści i krytycy ostatecznie orzekają „nieuświadomionym masom”, który bohomaz jest wybitnym dziełem sztuki, a który tylko przeciętnym malunkiem wartym tyle co koszty płótna i farb.

    Każda dziedzina ludzkiej aktywności jest dziełem elit. Elitą w religii są kapłani, w sztuce – artyści i krytycy, w nauce – naukowcy. Zapanowanie nad elitą skutkuje zapanowaniem nad całą dziedziną społecznej aktywności, której ona dotyczy. Każda z nich, religia, sztuka, nauka,  ma charakter intersubiektywny. W żadnej z nich nie ma żadnych innych kryteriów prawdziwości poza opinią elit właściwych dla danej dziedziny.  Innymi słowy dobrze zorganizowana i co najważniejsze trwała grupa wewnątrz każdej z tych elit jest w stanie na długo zapanować nad społeczną wyobraźnią. A „nieuświadomione masy” za pośrednictwem środków masowego informowania potrzebują jedynie autorytetów, które w ich imieniu będą odkrywać nowy obszar ich otoczenia przybliżający człowieka do poznania prawdy.

    Kiedy społeczeństwo odkryje ten mechanizm powstawania nauki, wówczas odwróci się od naukowców i powoła kolejny obszar poznawania otoczenia człowieka, bardziej skuteczny. Będzie on uwzględniał nie tylko te krótkie sekwencje zdarzeń, które powtarzają się ze stuprocentową pewnością, ale także i te w których prawdopodobieństwo powtórzeń jest mniejsze, a obserwator wpływa na treść obserwacji. Czasem bowiem w przyrodzie dzieje się tak, że kiedy Marysia gotuje wodę to wrze ona w temperaturze 100oC, ale kiedy to samo robi Kasia to woda potrzebuje 109oC, żeby zawrzeć. Wiemy, że tak się dzieje, nie wiemy – dlaczego.

 Czy zatem  uzasadniona jest krytyka religii przez naukę?

    Nauka jest rodzajem abstrakcji, który wiąże konkretne zjawiska nieistniejącymi nićmi. Realne są zjawiska, nierealne są związki miedzy nimi (realne w tym sensie, że w sposób bardziej lub mniej zdeformowany odbieramy je zmysłami). Nauka i jej teorie są tylko imaginacją naszej wyobraźni i różnią się od religii czy filozofii jedynie konsekwentnym stosowaniem „brzytwy Ockhama”.  Zresztą, część naukowców  religię i naukę, za Albertem Einsteinem (1879-1955), uznaje za dziedziny komplementarne: „ Nie myślę, że z konieczności nauka i religia są naturalnymi oponentami. W rzeczy samej, myślę, że jest bardzo bliski związek między nimi. Co więcej, myślę, że nauka bez religii jest kulawa, i odwrotnie, religia bez nauki jest ślepa. Obie są ważne i powinny współpracować „ręka w rękę”. Albo to samo tyle, że w lekturze, która cieszy się w ostatnich latach szczególną poczytnością: Nauka nie potrzebuje mistycyzmu, a mistycyzm nauki, ale człowiek potrzebuje obu. Doświadczenie mistyczne jest potrzebne, żeby zrozumieć najgłębszą naturę rzeczy, a nauka jest podstawą współczesnego życia. Dlatego to, czego potrzebujemy, to nie synteza, lecz wzajemne, dynamiczne oddziaływanie mistycznej intuicji i naukowej analizy”.

    Nauka ponadto wydaje się być dziedziną mierzalną. Nikt jednak nie stawia przed nauką wymogu obiektywności, a każdy obszar aktywności naukowej weryfikowany bywa wyłącznie w kategoriach intersubiektywnych. Będąca autonomiczną częścią kultury, nauka, rozwijana jest wyłącznie za pomocą tzw. metody naukowej, inaczej paradygmatów naukowych. Paradygmaty to zbiór pojęć i teorii tworzących podstawy każdej nauki, które  są przyjmowane w wyniku konsensusu większości tzw. badaczy. Badacze zaś są żywymi ludźmi ze swoimi jak najbardziej prozaicznymi problemami: mają kochanki, nieślubne dzieci, zawody miłosne, niezaspokojone żądze, często cierpią na brak wystarczającej ilości środków finansowych i niezaspokojone ambicje własnej pozycji społecznej. A te problemy zaprzątają ich wyobraźnie w największym stopniu i wpływają na ich naukowe wybory.

    Każda dyscyplina naukowa jest zatem rodzajem umowy społecznej. Twierdzenie o obiektywności nauki, dla niemal wszystkich naukowców zajmujących się wartością poznania, jest całkowicie bezprzedmiotowe. Dalej, nikt rozsądny nie oczekuje od jakiejkolwiek teorii naukowej, że będzie prawdziwa. Każda teoria naukowa, nawet ta, która dopiero powstanie, z zasady jest fałszywa, bo z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością zostanie w przyszłości obalona i wyparta przez inną teorię. Miarą wartości każdej teorii naukowej nie jest jej prawdziwość, ale przydatność. Zresztą, definicja „prawdy” w okresie ostatnich dwóch tysięcy lat przeszła bardzo krętą drogę ewolucji i nadal zachowuje wyłącznie postulatywny charakter.

    Jak z powyższego widać nauka nie posiada żadnego specjalnego umocowania, które pozwalałoby kwestionować religijne dogmaty, oczekując, że będą one spełniały warunki, których, z założenia, żadna z teorii naukowych nie spełnia. Nie oczekujmy, zatem, że jakakolwiek religia kiedykolwiek dowiedzie swojej prawdziwości, w kategoriach innych aniżeli przydatność, tym bardziej, że religia ma wyłącznie pomocniczy charakter w stosunku do podstawowego postulatu o nieśmiertelności człowieka.

    Przeświadczenie o nieśmiertelności tkwi w najgłębszych pokładach ludzkiej podświadomości i jest wspólne dla wszystkich znanych kultur ludzkich. Przedmiotem rozlicznych sporów naukowych i światopoglądowych są religie i ich elementy składowe, a nie źródło (czyli postulat nieśmiertelności człowieka) z którego one wszystkie wypływają, Krytykując religie można powodować zmianę treści ich doktryn, tak jak poprzez regulowanie rzek wpływamy na ich bieg, ale nie sposób zatrzymać wody, która ze źródła wiecznie wypływa. Ale z drugiej strony kwestionując, a nawet odrzucając postulat o nieśmiertelności człowieka, unicestwilibyśmy zjawisko jakim jest ludzkość i wszystkie jej intelektualne i materialne wytwory, które towarzyszą nam co dnia. I otaczałaby każdego z nas idealna nienazwana pustka.