Paradygmat

  • … czyli jak pięknie zapanować nad wyobraźnią zakonu (naukowców)

    Paradygmat to zbiór pojęć i teorii tworzących podstawy danej nauki.  Paradygmaty przyjmuje się za oczywiste i nie krytykuje w badaniach. Uznanie jakiegoś twierdzenia za paradygmat ma podstawowy wpływ na wybór metod badawczych.  Innymi słowy, najpierw jedno z twierdzeń uznajemy za nieomylne i niepodważalne, a następnie tak dobieramy metody badawcze, żeby wykonane badania mogły to twierdzenie potwierdzić. Na tym polega istota każdej nauki. Jeśli natomiast z wykonanych badań nie wynikają wnioski mogące potwierdzić wyznawany przez nas paradygmat  wówczas ten rodzaj badań nazywamy nienaukowym, paranaukowym lub pseudonaukowym. Takie jest spojrzenie największego klasyka teorii nauki i twórcy pojęcia paradygmatu naukowego Thomasa Kuhna (1922-1996).

    Obalenie paradygmatu to odmienne od dotychczasowego, świeże spojrzenie na otoczenie człowieka i nowe wzorce czy modele przyjęte nie w wyniku zastosowania jakiejkolwiek metodologii, ale jako wynik konsensusu członków „zakonu naukowców” czyli grupy, której aktywność społeczna przejawia się w kultywowaniu „nauki normalnej”. Nie są to jednak ani reguły, ani założenia w oparciu o które można rozwijać kolejne teorie naukowe, bo takich zwyczajnie nie ma. Nawet w matematyce!, a uczynił to Kurt Gödel (1906-1978), nie można wskazać twierdzeń podstawowych w oparciu o które powstały wszystkie następne – Gödel  udowodnił, że wiele uznanych matematycznych twierdzeń nie ma żadnych wcześniejszych fundamentalnych podstaw. „Poszukiwanie reguł [dla dowolnej dyscypliny naukowej] jest zarazem i trudniejsze i mniej zadawalające niż poszukiwanie paradygmatów”. Podobnie „poszukiwanie reguł konstytuujących daną tradycję badań normalnych jest źródłem ciągłych i głębokich rozczarowań”. Za to „przyswajając sobie paradygmat, uczony poznaje zarazem teorię, metody i standardy, splecione zazwyczaj w jeden węzeł”. Paradygmat jest rodzajem różowych okularów przez które wszyscy, którzy je założą zaczną inaczej odbierać świat. I im piękniejszy po założeniu tych zaczarowanych okularów widzimy otaczający nas świat tym prawdziwszy i ważniejszy jest nasz paradygmat!

    Autorami przewrotów (czyli twórcami paradygmatów) są z reguły dyletanci porywający się z motyką na słońce, ludzie całkiem młodzi lub całkiem świezi w danej dziedzinie, bez uznanego dorobku:  ”Prawie zawsze człowiek dokonujący takiego zasadniczego odkrycia nowego paradygmatu jest bądź bardzo młody, bądź od niedawna pracuje w dziedzinie, której paradygmat zmienia”. Edward Witten (ur. 1951), Żyd, laureat Medalu Fieldsa (1990 r.), jeden z najważniejszych badaczy teorii strun (M-teoria) stwierdza: „Większość ludzi, którzy nie studiowali fizyki, myśli zapewne, że nasza praca polega na niesamowicie skomplikowanych obliczeniach, ale nie to stanowi jej esencję. Istotą tej pracy są koncepcje i chęć zrozumienia zasad rządzących światem”. Im młodszy naukowiec tym mniej w nim uprzedzeń i respektu przed dokonaniami innych, tym więcej natomiast naiwności, odwagi i indolencji – to jest najwłaściwsza droga dla dokonywania rewolucji naukowych. Z wiekiem odkrycie paradygmatu staje się coraz bardziej trudne – wchodząc między wrony musisz krakać jak i one!

    W zakresie „estetyki” teorii naukowych występuje bardzo duże podobieństwo do filozofii, sztuki i religii. Jeden z najbardziej znanych astrofizyków, Artur S. Eddington (1882-1944) zauważył, że „Uczeni powszechnie uważają, że opierają swoje twierdzenia na obserwacjach, nie zaś teoriach. […] Nigdy nie spotkałem nikogo, kto wprowadzałby tę deklarację w życie. […] Sama obserwacja nie wystarczy; […] teoria ma swój bardzo ważny udział w formowaniu przekonań”. A jeden z twórców mechaniki kwantowej, noblista Paul Dirac (1902-1984) wyraził to jeszcze bardziej dosadnie: „Ważniejsze jest, aby osiągnąć piękno w równaniach, niż dopasować je do eksperymentu”. Według astrofizyka, noblisty Subrahmanyana Chandrasekhara (1910-1995) ważniejsze jest odnalezienie piękna w teorii i opisujących ją wzorach, a nie jej sensowność: „W całym moim życiu związanym z nauką, a obejmującym czterdzieści pięć lat, największy wstrząs przeżyłem wówczas, gdy uświadomiłem sobie, że dokładne rozwiązanie równań ogólnej teorii względności Einsteina, odkryte przez nowozelandzkiego matematyka Roya Kerra, opisuje w ścisły sposób niezliczona liczbę masywnych czarnych dziur, które zaludniają Wszechświat. Ten »wstrząs w obliczu piękna«, ów niewiarygodny fakt, że odkrycie, będące wynikiem poszukiwania piękna w matematyce, odnajduje swoje dokładne odzwierciedlenie w Naturze, zmusza mnie do stwierdzenia, iż ludzki umysł reaguje na piękno na swym najgłębszym i najbardziej podstawowym poziomie”.

    Największa rewolucja w dziejach nauki zwana od nazwiska jego autora przewrotem kopernikańskim została przyjęta ze względów estetycznych, a nie praktycznych: „system heliocentryczny pozwalał na przewidywania nie gorsze, ani i nie lepsze od Ptolemeuszowych. Kopernik nie rozwiązał wiec problemu planet […] z czysto praktycznego punktu widzenia system Kopernika nie był udany. Nie był on ani prostszy ani dokładniejszy od poprzedniego […] nowy system nie był ani prostszy ani dokładniejszy od starego […] astronomia heliocentryczna jest pociągająca raczej ze względów estetycznych niż praktycznych […] argumentacja Kopernika nie miała charakteru pragmatycznego. Nie wysuwała aspektu użyteczności, i jeśli odwoływała się do astronoma, to tylko do jego zmysłu estetycznego”.  Podobnie teorii superstrun, najpoważniejszej obecnie teorii unifikacyjnej, nie można weryfikować eksperymentalnie, a jedynie za pomocą subiektywnych kryteriów, takich jak piękno i elegancja. Fizyk teoretyczny, noblista (1979) Sheldon Lee Glashow (1932), Żyd, ostrzegał nawet „Pierwszy raz od wieków ciemnych mamy okazję ujrzeć, jak nasze szlachetne poszukiwania mogą się skończyć, gdy wiara zastąpi naukę”.

     Nauka jako walka o wyobraźnię ludzi: „zmiany paradygmatu rzeczywiście sprawiają, że uczeni inaczej widzą świat, który jest przedmiotem ich badania … Wygląda to tak jak gdyby zawodowa społeczność uczonych przeniosła się nagle na inną planetę, gdzie przedmioty dobrze znane ukazują się w innym świetle, wraz z innymi wcześniej nieznanymi”. „Mimo iż świat nie ulega zmianie wraz ze zmianą paradygmatu, to kiedy ona już nastąpi, uczony pracuje w innym świecie”, „uczeni wspominają wówczas o „łuskach spadających z oczu” lub o „błyskawicach w ciemności”.

    Paradygmaty to raczej wartości wokół których gromadzą się „grupy interesów” „zakonu naukowców”. „Uczeni opierają się w swoich badaniach na modelach, które poznali zdobywając wykształcenie, a potem korzystając z literatury i często nie wiedzą, czy też nie potrzebują wiedzieć, jakie cechy tych modeli zadecydowały o tym, że stały się one paradygmatami dla danej społeczności uczonych”. Paradygmaty przybierają dla naukowców całkowicie wymierną wartość -  stanowią oręż, którym walczą o swoją pozycję społeczną, zawodową i materialną. W istocie bowiem naukowcy nie walczą o jakieś naukowe idee, ale o chleb dla siebie i swoich rodzin, o pozycję społeczną i społeczne uznanie. Istotą działalności naukowców jest rywalizacja i dowiedzenie swojej racji, a nie odkrycie wieloznacznej prawdy. Każdy z nich ma materialne i społeczne potrzeby, wyznaje jakąś filozofię i przynależy do jakiejś wspólnoty wyznaniowej, a ich teorie naukowe są wyłącznie instrumentem do realizacji celów z nauką w żaden sposób nie związanych. Naukowcy zwykle nie czerpią swoich wartości z nauki, uprawiana przez nich dziedzina wiedzy nie wpływa na ich poglądy.

    Uczeni w swojej pracy nigdy nie mają do czynienie z „czystymi faktami empirycznymi”, ale z „interpretacjami zjawisk w świetle całej dotychczasowej wiedzy” jaką posiadają. W konsekwencji uczeni stając przed koniecznością wyboru pomiędzy konkurencyjnymi teoriami nigdy nie dysponują jednoznacznymi i niezawodnymi kryteriami wyboru (jest to tzw. teza Pierre’a Duhema (1861-1916), francuskiego fizyka, matematyka i filozofa nauki). W takich sytuacjach uczeni zazwyczaj postępują w sposób konwencjonalny, pomimo że fakty wydają się przeczyć teorii. Filozof i logik amerykański Willard Van Orman Quine (1908-2000) zradykalizował nawet to stanowisko: w sytuacji kiedy doświadczenie w sposób rażący przeczy teorii tylekroć teoria da się uratować wprowadzając odpowiednie poprawki do wiedzy towarzyszącej – w skrajnym przypadku posuwając się nawet do modyfikacji praw logiki.

    Czym różnią się pozornie tak odległe od siebie dziedziny jak nauka od pseudonauki, paranauki lub protonauki? Nie ma żadnej metody, która w sposób jednoznaczny pozwoliłaby odróżnić jedne od drugich. Jedyne kryterium jest ilościowe, mierzone ilością badaczy przejawiających swoją aktywność społeczną w wybranej dziedzinie (pseudonauka jest przez zdecydowaną większość nieakceptowana jako nauka, paranauka jest akceptowalna przez niewielką część naukowców, protonauka, która obejmuje zazwyczaj nowe dziedziny, czeka na akceptację przez szersze grono naukowców). Reasumując, o tym co jest wiedzą naukową, a co zabobonem decyduje ostatecznie „widzimisię” „zakonu naukowców”, a nie jakiekolwiek kryteria. Jedyne kryterium uznania dyscypliny za naukę ma zatem charakter społeczny to jest taki sam jaki występuje  w religii (bo przecież to ilość wiernych decyduje „prawdziwości” religii) czy sztuce (bo dopiero zainteresowanie odbiorców, a nie chęci twórców, decyduje o wymiernej wartości dzieła sztuki).

    Warto pamiętać, że nauka jest także społeczną grą grup interesów w obrębie „zakonu naukowców”. Wraz z przyjęciem nowego paradygmatu wyznawcy starych teorii tracą stopniowo wpływy i dostęp do źródeł finansowania, a w konsekwencji  upada ich prestiż, maleją dochody, przeżywają dramaty osobiste i rodzinne. Te procesy, zgodnie z hierarchią potrzeb Maslova, mają pierwszorzędny wpływ na treść i formę najważniejszych twierdzeń naukowych.

    W czerwcu 2008 r. grupa amerykańskich naukowców z Narodowego Instytutu Zdrowia (NIH) opublikowała w „Nature“ wyniki badan ankietowych na temat skali fałszerstw dokonywanych przez naukowców. Pracownicy NIH przeprowadzili ankietę wśród 2212 badaczy na różnych szczeblach kariery, zatrudnionych w ponad 200 ośrodkach naukowych (zarówno ogromnych instytucjach, jak i małych placówkach). Pytali ich, czy w ostatnich latach byli świadkami nadużyć lub oszustw naukowych. Aż 200 z nich, czyli blisko 10%, przyznało, że było świadkami nadużyć, które dotyczyły pracy doktorantów i profesorów. Najczęściej uczeni fabrykowali lub fałszowali wyniki (ponad połowa przypadków), a także dopuszczali się plagiatu (niecałe 40%).
Dlaczego fakty fałszowania nauki w tak dużej skali nie wychodzą na jaw? Ten, kto informuje o oszustwie, naraża się na zemstę, ostracyzm w środowisku, zamknięcie drogi do dalszej kariery. Bywa, że jest zaprzyjaźniony z osobą, która fałszowała wyniki, i nie chce jej zaszkodzić, boi się wyjść na kapusia. Oszustwo narusza dobre imię instytucji, grozi zakręceniem kurka z pieniędzmi na badania, a więc szefowie placówek zwykle usiłują tuszować wszelkie tego typu afery. Według powszechnej opinii do naruszania rzetelności badań skłania presja współzawodnictwa, oczekiwania przełożonych, a niejednokrotnie i sponsorów badań. Jeden z najsławniejszych brytyjskich matematyków i kosmologów Sir Fred Hoyle (1915-2001) skwitował sytuację w nauce następująco: „Dzisiejsza nauka zasklepiła się w paradygmatach. Każda droga jest zamknięta przez poglądy, które są fałszywe, i gdy ktoś próbuje zmienić coś, co wydrukowano już dziś w czasopiśmie, występuje przeciwko paradygmatowi, a więc wydawcy to odrzucą”.

    Czy zastanawiałeś się dlaczego kota jest znacznie trudniej wytresować niż psa? Przecież kot nie jest wcale mniej inteligentnym zwierzęciem niż pies. Codzienne obserwacje pokazują, że kot lekceważąc siłę i złość psa potrafi prowokować i drwić z niego. Pies pomimo, że natura obdarzyła go niepomiernie większą siłą i do tego umiejętnością życia w stadzie (co wyzwalając współpracę dodatkowo wzmacnia zdolność gatunku do przetrwania) rzadko kiedy triumfuje nad kotem.  Dlaczego? Koty jako samotniki (za wyjątkiem lwów) nie znają pojęcia hierarchii, nie podporządkowują się osobnikowi hojniej obdarzonemu w atrybuty siły przez naturę. Psy (i im podobne wilki, szakale, dingo) są z kolei gatunkiem stadnym, który tworzy społeczność i podążają za przewodnikami czyli osobnikami alfa. Treser lub właściciel psa wchodząc w rolę osobnika alfa automatycznie znajduje u swojego pupila posłuchanie. My, ludzie, także jesteśmy gatunkiem stadnym, głęboko przekonanym, że bardzo wiele korzyści jakich w życiu doświadczamy wynikają ze społecznego podziału pracy. „Niezależnie od naszych temperamentów wszyscy jesteśmy istotami społecznymi i dlatego chcemy zadowolić szefa”. Ponadto badania wykazują, że około 80% wysokokwalifikowanych profesjonalistów cierpi na syndrom uzurpatora, czyli przekonanie, że nie posiada wystarczającego doświadczenia ani kompetencji do objęcia funkcji przewodnika – posiadamy komfort, a czasami wręcz czerpiemy przyjemność z bycia podporządkowanym!

    Także i na tym etapie nauka nie różni się niczym od religii, sztuki czy filozofii … Naukowcy, wzorem artystów i kapłanów, nie są wolni od ludzkich słabości: przeliczania owoców swojej pracy na materialne korzyści i podporządkowania się regułom współżycia społecznego. Dla naukowców tak jak i dla kapłanów są wytyczone granice poprawności, których przekraczać nie wolno.