Postęp w nauce

  • … czyli brak liniowego rozwoju

    Kiedy oceniamy naukę z perspektywy naszych technicznych relacji z otoczeniem odnosimy wrażenie, że mamy do czynienia z postępem, szczególnie intensywnym począwszy od dwudziestego stulecia. Zaczynaliśmy nasze zmagania z naturą od „walki o ogień” a doszliśmy, przejściowo, do eksperymentów z pogranicza początków wszechświata i planowania lotów międzyplanetarnych. Marzymy o podróżach w czasie i ziemskiej długowieczności równej przynajmniej starotestamentowym matuzalemom.

    Czy jednak w istocie możemy mówić o postępie? Postęp, tak jak wnoszenie tradycyjnej budowli, charakteryzuje się kontynuacją działań bazujących na wcześniejszych osiągnięciach – po zalaniu fundamentów wznosimy ściany i zalewamy betonem stropy kolejnych kondygnacji w ten sposób, że każdy ze wcześniejszych elementów stanowi gwarancję bezpieczeństwa elementów wyżej położonych. Brak ławy fundamentowej pod którąkolwiek ze ścian, nieprawidłowo postawiona ściana niezdolna przenieść obciążenia pochodzące od leżącego na niej stropu, wadliwie zazbrojony wieniec czy podciąg mogą stanowić zagrożenie dla całości budowli.

    W nauce jednak nie mamy do czynienia z takim następstwem procesów. „Zmiany paradygmatu rzeczywiście sprawiają, że uczeni inaczej widzą świat, który jest przedmiotem ich badania … Wygląda to tak jak gdyby zawodowa społeczność uczonych przeniosła się nagle na inną planetę, gdzie przedmioty dobrze znane ukazują się w innym świetle, wraz z innymi wcześniej nieznanymi”. Z dnia na dzień zmieniają się nie tylko nierozwiązane przez wypierane stare paradygmaty problemy, ale zmianie ulega optyka naszego postrzegania świata. A stare problemy nadal pozostają nierozwiązane! Paradygmaty zmieniają jedne nierozwiązane problemy na inne – nierozwiązane. W szczególności mamy do czynienia z takimi procesami kiedy na skutek działań militarnych lub politycznych dorobek jednej cywilizacji zostaje przejęty przez inną: „Grecja i Rzym oparły swą potęgę na zniszczeniu cywilizacji starszych […] Postęp nacji helleńskiej i rzymskiej […] był głównie triumfem barbarzyńców nad zużytą lecz starą cywilizacją”.

Czy możemy zatem mówić o postępie? Właściwszym wydaje się być stwierdzenie, że społeczność ludzka, bardziej lub mniej intencyjnie, wybiera „kolejne światy” poprzez pryzmat których buduje swoje relacje z otoczeniem. Ten wybór „światów” następuje bez jakiegokolwiek porządku, w sposób całkowicie przypadkowy. W procesie historycznym te doświadczenia budują nasze coraz pełniejsze wyobrażenia o otoczeniu.

    W tym kontekście nauka nie różni się niczym od religii, sztuki czy filozofii … raz bowiem postrzegamy otoczenie jako „różowe”, a innym razem jako „żółte”, „szare” czy „brązowe”, raz widzimy procesy oczami Isaaca Newtona, innym razem Alberta Einsteina czy Nielsa Bohra. Zastosowanie aparatu pojęciowego Newtona do opisu świata Einsteina powoduje, że staje się on niedorzeczny, opisywanie świata Newtona z wykorzystaniem pojęć i logiki herezji kwantowej jest oczywistym nieprozumieniem.