Tak zwane „prawa naukowe”

.

… czyli o ludzkiej megalomanii 

.

   Nauka zajmuje się wyodrębnianiem z naszego otoczenia sekwencji powtarzalnych zdarzeń. Jeśli weźmiesz do ręki jabłko i swobodnie je upuścisz to jabłko upadnie na ziemię. Stanie się podobnie za drugim, dziesiątym, tysięcznym i milionowym razem (jeśli jeszcze po milionie upuszczeń jabłko będzie się nadawało do podniesienia). Na tej podstawie wnioskujemy o prawidłowościach, które rządzą zachowaniem rzeczy. Mówimy, że zachowaniem rzeczy rządzą prawa. Ale oczywiście, żadne prawa nie istnieją, występują jedynie sekwencje powtarzających się zdarzeń. Te sekwencje liczą różną ilość elementów, najczęściej niewielką. Nie wiedzieć czemu jeżeli zdarzenie A w jakiejś konkretnej sekwencji poprzedza zdarzenie B, a B z kolei poprzedza C to mówimy, że zdarzenie A jest przyczyną dla zdarzenia B, a zdarzenie B jest przyczyną zdarzenia C. W konsekwencji B jest następstwem czy wynikiem zdarzenia A, a zdarzenie C jest następstwem zdarzenia B. I formułujemy później tzw. prawa, które jakoby rządzą w tych sekwencjach podczas gdy wszystko co stwierdzamy to kolejność zdarzeń występujących w powtarzalnych sekwencjach. Nie ma żadnych praw, które by rządziły zdarzeniami, są jedynie obserwowane przez nas powtarzalne sekwencje zdarzeń. W domenie wielkich obiektów czyli świecie, który odbieramy zmysłami, wyszukujemy sekwencje zdarzeń w których zdarzenie B ZAWSZE następuje po zdarzeniu A i mówimy wówczas, że zdarzenie B jest następstwem zdarzenia A, a zdarzenie C ZAWSZE następuje po zdarzeniu B i mówimy wówczas, że zdarzenie C jest następstwem zdarzenia B. Jeśli natomiast zdarzenie B występuje jedynie w 90% obserwacji po zdarzeniu A i podobnie zdarzenie C po zdarzeniu B wówczas sekwencja tych zdarzeń jest nieprzydatna naukowo  – nauka w domenie wielkich obiektów czyli poza herezją kwantową, wymaga stuprocentowej powtarzalności. Zarówno ”przyczynę” jak i „skutek” zdefiniowano w nauce a priori jako KONIECZNĄ kolejność zdarzeń. Ale w rzeczywistości mamy do czynienia jedynie z prawdopodobieństwem powtarzalności określonych sekwencji zdarzeń, jedynie w skrajnych przypadkach to prawdopodobieństwo może wynosić niemal sto procent.

science_2    Żeby jednak można się było wypowiadać o przeszłości, w której nas nie było i o przyszłości, w której nas nie ma musimy przyjąć założenie o niezmienności zachowania ciał. Innymi słowy muszą występować zjawiska i obiekty, które będą niezmienne w sposób wieczny (lub do wieczności zbliżony stosując naszą ludzką skalę). Dopóki takich zjawisk ani obiektów nie odkryjemy wypowiadanie się o odległej przeszłości lub przyszłości jest bezprzedmiotowe. Nasza pamięć gatunkowa liczy w najlepszym układzie pięć tysięcy lat (wynalezienie pisma). O tym co było wcześniej możemy tak naprawdę jedynie domniemać. Wynalezienie przez człowieka tzw. praw natury, które w zasadzie bez ograniczeń obowiązują zawsze i wszędzie, spowodowało, że na podstawie obserwacji tu i teraz wypowiadamy się o zjawiskach i rzeczach występujących hipotetycznie w dowolnym miejscu czasu i przestrzeni. Dzięki wynalezieniu pojęcia tzw. praw natury na podstawie obserwacji „tu i teraz” wypowiadamy się o „zawsze i wszędzie”. Jest to oczywiście działanie logicznie nieuprawnione, ale w sposób niemal doskonały pozwala nam czuć się gospodarzami „czasu i przestrzeni”. Wypowiadamy się o początkach istnienia Wszechświata, kiedy nie było żadnych stworzeń i o miejscach we Wszechświecie, do których na podstawie naszej obecnej wiedzy nigdy nie dotrzemy. Zakładamy przy tym milcząco, że przed miliardami lat i za miliardy lat, w miejscach odległych od siebie o miliardy lat świetlnych występowały i będą występować te same sekwencje zdarzeń jakie obserwujemy „tu i teraz”. Czy to nie jest megalomania?