Jestem

.

    Człowiek przed dziesięcioma tysiącami lat (kiedy powstawały pierwsze miasta), przed pięcioma tysiącami lat (kiedy wynajdywał pismo), przed dwoma tysiącami lat (kiedy rodziło się chrześcijaństwo) i obecny to bardzo odmienne istoty. Każdy z nich inaczej postrzegał swoje otoczenie. Postrzegamy przez pryzmat doświadczeń i wyobrażeń. W ciągu tych dziesięciu tysięcy lat wymyśliliśmy bardzo wiele terminów na oznaczenie zjawisk i rzeczy w naszym otoczeniu. Z chwilą kiedy wymyśliliśmy ich nazwy te zjawiska i przedmioty zaczęły realnie istnieć. Kiedyś ich nie było, teraz są, a za kolejnych sto czy tysiąc lat powstanie wiele całkiem nowych. Bardzo jest prawdopodobne, że wszystkie terminy jakie dziś stosujemy za tysiąc lat odejdą w zapomnienie, tak jak dziś zostały może tylko pojedyncze słowa ze świata sprzed dziesięciu tysięcy lat. Co ma wspólnego człowiek dzisiejszy z człowiekiem ze wczesnej epoki brązu (pięć tysięcy lat temu), albo z tym, który budował mury Jerycha (dziesięć tysięcy lat temu)? Nawet jeszcze sto lat temupodobnie brzmiące słowa miewały zupełnie inne znaczenie.

    Nauka, która święci triumfy dopiero przez ostatnie 200 lat (termin „naukowiec” został po raz pierwszy użyty w 1833 r.) wytworzyła statyczny obraz człowieka. Mikołaja Kopernika, Isaaca Newtona, Kartezjusza czy Aleksandra Macedońskiego opisuje się bardzo konkretnie: mężczyzna, o takim to a takim wyglądzie, o jakimś tam charakterze i przywarach, o pewnym światopoglądzie, stosunku do kobiet etc.  W skończonej ilości słów, zazwyczaj niewielkiej, zawieramy całe życie innego człowieka – tak jakby on nie zmieniał się przez całe życie. Opisując jakąś postać historyczną kreślimy jej portret – tyle z życia tej postaci przetrwało w naszej pamięci. Przez ostatnich kilkaset lat obowiązywał taki właśnie statyczny model człowieka – jego cechy fizyczne, światopoglądowe i osobowościowe były w zasadzie niezmienne.

    Pod koniec XX wieku sytuacja uległa zmianie. Człowiek nie tylko zmienia swoją płeć, wygląd twarzy, kolor skóry, sylwetkę, sposób ubierania i zachowania, ale także potrafi niekiedy diametralnie zmienić światopogląd i użytkowe poglądy dnia codziennego. Z osobowości statycznej zamienia się w dynamiczną. Poniżej postaram się przybliżyć te dwa odmienne modele człowieka i opisać konsekwencje tego zjawiska w kontekście tego kim jesteśmy.

● Pozycja statyczna

    Kiedy staję przed lustrem to widzę w nim moją twarz, codziennie niemal taką samą. Tak bardzo przywykłem do tej twarzy, że utożsamiam ją ze mną. Mam ograniczony wpływ na jej wygląd. Mogę wprawdzie uprawiać ćwiczenia fizyczne, mogę stosować kosmetyki, ale raz zadana mi z chwilą przyjścia na świat uroda towarzyszyć mi będzie aż do śmierci. Patrząc na tę twarz myślę: „to ja”.

    Mam także zadaną mi płeć. Moja fizjologia, w tym hormony, determinują trwale niektóre cechy mojego charakteru i zachowania – jestem cholerykiem lub melancholikiem, raptusem lub flegmatykiem. Z pewnymi cechami, predyspozycjami i ułomnościami po prostu się rodzę i potem one mi towarzyszą przez całe życie. Kiedy osiągam dojrzałość wówczas krystalizują się moje poglądy, w tym także duchowość i religia. Kiedy dostępuję wieku średniego moje miejsce na świecie można opisać także przez mój status materialny i zajmowaną przeze mnie pozycję społeczną. Ta pozycja społeczna zazwyczaj wpływa na moje poglądy polityczne. Można mnie opisać nadanym mi imieniem i nazwiskiem, oraz numerem statystycznym i numerem ewidencji podatkowej. Rodzina i bliscy to kolejne elementy obrazu za pomocą którego można mnie opisać. Można mnie w końcu opisać przez przynależność narodową, państwową, cywilizacyjną i kolor mojej skóry.

    To wszystko składa się na to kim jestem. Zmiana tych cech w różnym stopniu może zmienić mnie samego. Przez kilka stuleci raz ukształtowany obraz człowieka w zasadzie nie ulegał zmianom przez większość jego życia, aż do śmierci. Cech fizycznych takich jak płeć, kolor skóry czy wygląd twarzy po prostu technicznie nie potrafiliśmy zmienić. Natomiast zmiana poglądów nazywana była słowem równie mocnym co klątwa, słowem „zdrada”. Raz przypisane człowiekowi poglądy winien był wyznawać do końca życia, kto z różnych powodów sprzeniewierzył się tej regule był „człowiekiem bez zasad”, mniej wartościowym, gorszym.

    Pozycja statyczna to zajęcie określonego miejsca, trwanie w nim i umacnianie go przez całe życie, zarówno względem innych ludzi jak i wobec nas samych kiedy stajemy przed lustrem.  To prezentowanie określonej postawy i wierność własnym poglądom, nawet jeśli trzeba za nie płacić wysoką cenę. W pozycji statycznej nieraz rezygnujemy z osiągania atrakcyjnych celów jeśli wydaje nam się, że stoją one w sprzeczności do wyznawanych wartości. Pozycja statyczna to rezygnacja z doraźnego szczęścia i przyjemności na rzecz realizowanej długofalowo postawy.

    Ale z chwilą mojej śmierci ta perspektywa spojrzenia traci sens. Te wszystkie elementy mojego fizycznego opisu tracą znaczenie, tak samo jak traci znaczenie otoczenie, które opuszczam. Staję się jakimś nowym „ja” dla którego nie mają znaczenia ani atrybuty fizyczne, ani nic co z nimi było związane. Po wyłączeniu fizyczności nawet nasze poglądy tracą jakikolwiek sens.

    Relacje osób, które przeżyły własną śmierć kliniczną zgodne są w jednym – pozostaje w nas jedynie odczuwanie. Nasza fizyczność nagle traci całe swoje znaczenie. Podobnie nie mają zastosowania tzw. prawa naukowe, które wydawały się być uniwersalne – możemy przemieszczać się w czasie i przestrzeni bez względu na istniejące przeszkody i niby uniwersalną siłę grawitacji. Grawitacji w tej rzeczywistości z pogranicza śmierci po prostu nie ma, tak samo jak traci sens pojęcie odległości i czasu.

.

● Pozycje dynamiczne

Od połowy XX wieku dokonują się znaczne zmiany w jakości naszego życia społecznego.

    Po pierwsze, coraz więcej ludzi ma czas na to, żeby myśleć i coraz większa część społeczeństwa staje się materialnie bezproduktywna. W USA od roku 1955/56 zatrudnionych w przemyśle i rolnictwie jest mniej niż w pozostałych branżach. Obecnie w państwach Zachodu nie więcej niż jedna czwarta jest zatrudnionych w gałęziach wytwarzających dobra materialne. Pozostali zajmują się świadczeniem tzw. usług: rozwożą towary, zachęcają do ich kupowania, zabawiają rozrywką w TV lub na arenach sportowych, „pomnażają pieniądze” jako pracownicy finansów; poza tym leczą (lekarze), bronią (żołnierze), gaszą pożary (strażacy), pilnują porządku na ulicach (policjanci), konsumują nasze podatki (urzędnicy), uczą nasze dzieci (nauczyciele), pośredniczą w kontaktach z Bogiem (kapłani) i nade wszystko odpoczywają (emeryci i renciści). Tych ostatnich przybywa w zastraszającym tempie, za pięćdziesiąt lat w niektórych społeczeństwach będzie ich blisko połowa. Już dziś dobra materialne wytwarza zaledwie co dwunasty mieszkaniec Zachodu. Niedługo myślenie i przeżycia emocjonalne będą naszym głównym zajęciem.

    Po drugie, komunikacja i współpraca wzmacniają i urzeczywistniają nasze dążenia. Im częściej się ludzie ze sobą kontaktują tym bardziej są dla siebie przyjaźni i pomocni (efekt ekspozycji Roberta Zajonca (1923-2008)). Od wynalezienia komputera osobistego (początek lat 70. – Xerox, Hewlett-Packard, IBM) i Internetu (koniec lat 60. – ARPANET, Alex McKenzie) komunikujemy się ze sobą coraz bardziej intensywnie. Odległości przestały mieć jakiekolwiek znaczenie. Pomysł zrodzony, powiedzmy w Urugwaju, może zostać rozwinięty i urzeczywistniony w Danii, a wdrożony do zastosowania na Madagaskarze. Idea, która powstanie dajmy na to w Meksyku, może wzniecić rozruchy w Indiach, a potem zainspirować parlament izraelski do wprowadzenia zmian legislacyjnych. Myśli głupie poruszają niekiedy masy, a te które uważaliśmy za twórcze i mądre giną w otchłani niezauważenia. Jesteśmy czułkami i mackami ogromnego nieobliczalnego „zwierza”, który nazywa się Internet.

    Po trzecie, poznaliśmy samych siebie oraz mechanizmy, które kierują nami osobiście i społeczeństwem. Znamy wiele ze swoich ograniczeń, wiemy jak rodzi się w nas złość i fascynacja, miłość i nienawiść, chęć zemsty i lizusostwo. Wiemy jakie zażyć medykamenty żeby poczuć się szczęśliwymi lub zdolnymi do większego wysiłku, sennymi lub rześkimi, pobudzonymi lub otępiałymi, albo żeby ustąpił ból w kolanie, głowie, zębie etc.  Wiemy co i jak mówić wyborcom, żeby na nas oddawali swoje głosy. Wiemy jak reklamować towary i jak ustawiać je na półkach sklepowych, żeby konsumenci zechcieli je kupować, nawet jeśli są im zupełnie niepotrzebne. Wiemy, jak siebie samych czynić szczęśliwymi.

    W wyniku trzech powyższych przesłanek, żyjemy w warunkach ciągłej zmiany i w poczuciu dobrobytu o jakim nasi przodkowie nie mogli nawet marzyć. Rozwój technologii, ilość i waga dokonywanych wynalazków i ich natychmiastowych zastosowań powoduje, że warunki życia zmieniają się znacząco na przestrzeni nieraz kilku lat. Wcześniej przez setki lat i przez życia wielu pokoleń nie następowały żadne zmiany w zakresie materialnych warunków życia. Ludzie rodzili się i umierali w nędzy, z zasady w tych samych lepiankach, ciężko fizycznie tyrając i walcząc z chorobami. Człowiek nie jest związany z żadnym stabilnym stanowiskiem pracy, często jest stale w drodze podpięty do Internetu. Jego zasoby (umysł, cechy osobowości i siły fizyczne) wynajmowane są tylko do realizacji projektów. Nikt nie jest pewien jutra.

    „Realizowanie innowacyjnych projektów” wyparło obowiązujące jeszcze do niedawna „sumienne wypełnianie obowiązków”. Niektóre z tych projektów jeszcze kilkanaście, a nawet kilka lat temu byłyby nie do pomyślenia. Miarą sukcesu jest liczba ludzi, których nasz projekt „obsłuży”. Zazwyczaj projekt ma realne przełożenie na ilość pieniądza, którą dla nas wygeneruje. Najczęściej jest to pomysł na biznes, który na tyle zaspokoi potrzeby innych ludzi, że będą gotowi przekazać nam część zawartości swoich portfeli. Niekiedy taki projekt ma  formę wytworu technologii – nowego produktu, usprawnienia czy użytecznego gadżet. Innym razem jest to przekaz, który porusza najgłębsze emocje innych ludzi – utwór wokalny, muzyczny, wizualny, pomysł. Ważne, żeby inni „kupili” to co zaświta nam w głowie. Jeśli „kupią” to odniesiemy sukces i nasz organizm nagrodzi nas produkcją endorfin, hormonów szczęścia. Gonimy za tymi chwilami jak w amoku, do upadłego.

    Życie to też jakiś projekt. Może już za rok, może za miesiąc, a może za godzinę życie się skończy. I nie będzie więcej szans na realizację naszych zamysłów. To co nas raz ominie to już więcej nie wróci. Wielu z nas żyje w przeświadczeniu kończących się pięciu minut szansy w życiu. W związku z tym nie realizujemy długofalowej postawy i w imię raz przyjętych wartości nie rezygnujemy ze szczęścia. Łapiemy życie jakie nam się napatacza i wyrywamy z niego dla siebie najobfitsze kęsy. Zmieniamy taktyki, strategie i wyznawane poglądy zależnie od potrzeb. Nawet największe świętości tylko taką mają wartość na ile są dla nas użyteczne.

    Postawa dynamiczna to dostosowanie poglądów i działań do aktualnie realizowanych przez nas zamysłów. To wszystko co pozwala zakończyć projekt sukcesem jest przyjmowane przez nas za wartościowe, to co przeszkadza – jest odrzucane lub pomijane. Kontaktowanie przez Internet zwielokrotnia siłę naszych działań (efekt ekspozycji). W owczym pędzie pragnienia sukcesu nie zauważamy jakie za każdym razem zmiany się w nas dokonują. Wygrywamy bitwy i wojny nie dostrzegając, że przed każdym starciem stajemy się kimś innym, stosownie do wymagań pola zmagań i poziomu przeciwników. Kroczymy od sukcesu do sukcesu. Jednak nie pozostają po nikim z  nas ani wartości, ani trwałe idee. Co najwyżej trochę przedmiotów materialnych i wspomnienie przeżyć.

    I tylko przeżycia zabieramy ze sobą …